Poniżej można zapoznać się z kilkoma współczesnymi opowieściami inspirowanymi dawną religią Słowian. Najczęściej opowieści te opierają się na autentycznych motywach zachowanych w kronikach średniowiecznych, folklorze oraz badaniach etnograficznych Aleksandra Gieysztora, Kazimierza Moszyńskiego czy Aleksandra Brücknera. W rekonstrukcjach mitu stworzenia świata pojawia się motyw wyłonienia ziemi z pierwotnego oceanu przez bóstwo niebiańskie oraz jego podziemnego przeciwnika, co ma źródła w autentycznych słowiańskich podaniach ludowych zebranych na terenach Polski, Ukrainy i Bałkanów. Współczesne narracje o powstaniu człowieka odwołują się do wierzeń o ulepieniu ludzi z gliny lub ziemi oraz tchnieniu w nich życia przez siłę boską, co zachowało się w wielu pieśniach i legendach ludowych. Często pojawia się także symbol Drzewa Świata, obecny w autentycznych przekazach etnograficznych i wiązany z podziałem kosmosu na świat bogów, ludzi i zmarłych. Dzisiejsi autorzy starają się zwykle unikać całkowitego wymyślania mitów, lecz rekonstruują dawne wierzenia na podstawie fragmentarycznych źródeł historycznych oraz tradycji ludowej.
Stworzenie świata - opowiadanie 1

Źródło: https://lasmgiel.pl
opowieść jak sam autor pisze tworzona na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy
opowiadanie o stworzeniu świata przez Peruna i Welesa
Autor: Adrian Reszczyński
Na początku był Praocean. Jego wody były niezmierzone, a gdzie okiem sięgnąć, tam roztaczał się ten sam, monotonny pejzaż. Piękny w swym majestacie, lecz jakże męczący i przytłaczający. Praocean nie był tymi morzami, tymi oceanami, tymi wodami, które znamy dzisiaj. Był spokojny, poruszał się wokół swej własnej osi powoli, leniwie wręcz. Jego powierzchni nie naruszała choćby najmniejsza zmarszczka.
Za wyjątkiem pojedynczych oczek, które powstawały, kiedy pradawne bóstwo zanurzało wiosła w wodzie, co i rusz nadając tempa swej drewnianej łodzi.
Perun podróżował samotnie. Rzec by można, iż od eonów, acz czas, jakim go dzisiaj znamy, wówczas nie istniał. Nie znał jadła ni poidła, nie potrzebował odpoczynku. Wiosłował bez końca, raz szybciej, raz wolniej, raz mocniej, raz słabiej. Był jedyną istotą, która istniała na świecie, którą nie ograniczał żaden inny byt.
Tym, co Pierwszemu Bóstwu doskwierało, była samotność.
Pewnego razu Perun odłożył wiosła i westchnął głęboko. Rozglądał się obojętnym, znudzonym spojrzeniem, jak czynił to już tysiące razy. Spojrzał w oceaniczną toń, ciekaw, cóż to kryje się na dnie. Wpatrywał się w wodne zwierciadło i już był gotów odwrócić wzrok, kiedy ujrzał ruch. Ruch, który z całą pewnością nie był jeno zmarszczką na tafli Praoceanu. Pierwszy Bóg pochylił się mocniej, to samo zaś uczyniła istota. Perun westchnął, ta zaś uczyniła to samo. Przekonany, iż ruch, który dostrzegł, był jeno odbiciem, zasiadł ponownie w łódce i pochwycił wiosła, rzucając ostatnie spojrzenie na Praocean.
Odbicie pozostało nieruchome, wpatrując się w Peruna z fascynacją.
Zdziwiony Bóg wychylił się ponownie. Im więcej czasu wpatrywał się w swe domniemane odbicie, tym więcej różnic dostrzegał. Zauważył w końcu, iż to przemawia do niego, lecz dźwięk odbijał się od tafli wody i powracał w oceaniczne tonie. Władca Gromu bez wahania wyciągnął dłoń i pochwycił swego sobowtóra, po czym wciągnął go na łódkę.
Zasiedli naprzeciwko siebie. Istota przed Perunem była do niego podobna, ale w jej spojrzeniu brakowało pradawnego echa, była też jakby wątlejsza. Wpatrywali się sobie w milczeniu, by nagle równocześnie zalać siebie nawzajem falą pytań.
Kim jesteś? Cóż tu robisz? Jakie jest twe przeznaczenie?
Perun szybko odkrył, iż siedząca przed nim istota powstała z jego odbicia, z jego przemożnej samotności. Dwójka bogów pogrążyła się w dyskusji, pełnej wpierw wątpliwości, później zaś śmiechów i radości. Władca Gromu położył mocarną dłoń na ramieniu towarzysza i rzekł mu:
– Nadaję ci oto imię Weles. Będziesz pierwszym na tym świecie zaraz po mnie!
Nowonarodzony bóg uśmiechnął się szeroko i przyjął swe miano. Rozprawiali długo, aż znużony Weles nie usnął. Perun zaś długo rozmyślał nad tym, co odkrył. Uznał w swej mądrości, iż świat należy zapełnić.
Kiedy więc jego towarzysz się zbudził, przywitał go, po czym przemówił:
– Powiadam ci, Welesie, iż stworzymy świat z dna oceanicznego. Udaj się tam przeto, powiedz ziemi, iż bierzesz je w me imię, a następnie powróć do mnie.
Młody bóg uczynił tak, jak usłyszał. Kiedy jednak znalazł się tuż przy dnie Praoceanu, serce pochwyciła mu zazdrość.„Czemuż to mam podjąć ziemię w imię Peruna, kiedy to ja wykonałem cały trud?”. Z tą myślą pochwycił garść piachu z dna mówiąc, iż bierze go w swe własne imię. Ledwo jednak wypłynął, odkrył, iż cały piach wypłynął mu przez palce.
Perun zapytał czy uczynił tak, jak mu nakazano, na co Weles skłamał i przytaknął.Zobowiązał się jednak naprawić swój błąd i zanurkował ponownie. Powziął kolejny raz ziemię w swe imię i ponownie wypłynął z niczym. Obawiając się, iż towarzysz wykryje jego podstęp, kiedy za trzecim razem dotarł do oceanicznego dna, zakrzyknął, iż bierze piach w imię Perunowe. Pochwycił jednak parę ziarenek w usta, wraz z nimi zaś błękitny klejnot. Wypłynął na powierzchnię i przekazał piach Perunowi.
Gromowładny pochwycił ziemię i rzucił nią na powierzchnię Praoceanu, zaklinając na swe imię. Tak oto powstał pierwszy ląd, do którego dwójka bogów przybiła łódką. Początkowo stąpali po wyspie niepewnie, obawiając się, iż ta może w każdej chwili zatonąć, lecz tak się nie stało. Zadowolon ze swego dzieła Perun położył się na ziemi. Po raz pierwszy w życiu poczuł zmęczenie i nie wiedząc nawet kiedy, zmorzył go sen.
Kiedy Gromowładny spał, Weles siedział na brzegu i obserwował Praocean. Rozmyślał, czemu to też ziemia usłuchała Peruna, jego zaś zignorowała. Im dłużej zaś tak rozmyślał, tym większa budziła się w nim zazdrość, ale i złość. Zirytowany, spojrzał na swego stworzyciela. Ułożył dłonie na jego mocarnym ciele, po czym przetoczył go na brzeg, gotów wrzucić go w wodne otchłanie.
Jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy niespodziewanie pod ciałem Perunowym pojawił się nowy ląd.
Weles jednakowoż nie zrezygnował. Przetoczył ciało na drugą stronę, ale i tam ukazał się ląd. Gdzieby Weles nie spróbował strącić swego stwórcę, tak tam pojawiała się nowa ziemia. Na północy, południu, wschodzie i zachodzie. Tak oto początkowo mała wyspa rozrastała się do niebotycznych rozmiarów.
Wtem Weles zaklął paskudnie. Uniesiony gniewem, wezwał wodę, by ta go usłuchała. Ta uniosła się, gotowa pochłonąć w swe otchłanie Peruna, lecz ten w tym momencie się zbudził. Ujrzał, cóż to działo się podczas jego snu i uniósł się w niebiosa. Piorun zstąpił z niebios i przybrał postać młota w dłoni boga, ten zaś zagrzmiał:
– Czemuż to mnie zdradziłeś, Welesie?
Ten jednakże zakrzyknął buńczucznie:
– Ziemię tę ja wydobyłem z dna oceanicznego, mnie więc się należy nad nią władza!
Nie mogąc dojść do porozumienia, dwójka pierwszych bogów rozpoczęła okrutną walkę. Chociaż Weles był potężny, tak nie mógł się równać z siłą Peruna. Gromowładny uderzył swego przeciwnika piorunem, ten zaś upadł i krzyknął, wypluwając z ust piasek. Tam, gdzie upadł, powstawały pierwsze wzgórza, góry, między nimi zaś doliny oraz kotliny. I kiedy Perun miał zadać ostatni cios, wraz z ostatnim kaszlnięciem, z ust drugiego boga wypadł kryształ.
W desperacji, Weles pochwycił klejnot i uniósł go, by uchronić się przed młotem. Uderzenie rozdzieliło go na pół. Młodszy z bogów pochwycił jeden fragment i zaklinając go w swe imię, rzucił w Peruna. W locie ten przemienił się w pierwszego ze smoków, który rzucił się na Gromowładnego. Ten dał się zaskoczyć, a ostre pazury i kły rozorały jego pierś i ramiona.
Gorąca krew pierwotnego bóstwa spadła na pozostałą połowę kryształu. Z ich połączenia powstał pierwszy żmij, który bez wahania rzucił się na pomoc swemu stwórcy. Kiedy dwa pierwotne stworzenia starły się z potęgą ognia i wody, powstały pierwsze chmury, z nich zaś – spadł pierwszy deszcz, karmiąc głodną ziemię.
W czasie, kiedy Perun walczył ze smokiem, Weles zdołał odzyskać siły. Powstał, pełen furii i urażonej dumy, po czym rzucił się na Gromowładnego. Bogowie starli się ponownie, tym razem jednakowoż ich pojedynek był dalece bardziej wyrównany, a przez to i zażarty.
Wpierw Perun pochwycił Welesa za brodę i zmusił go, by ten się przed nim ukorzył. Z wyrwanych włosów, u ich stóp, powstały korzenie pierwszego drzewa. Weles, jednakże nie poddał się. Uderzył w jedną ran Peruna, a gdy ten z bólu osunął się na ziemię, złapał go za włosy i rzucił w niebiosa, chcąc go wysłać z dala od ziemi. Z pojedynczych kosmków splotły się w powietrzu gałęzie pierwszego drzewa.
Gromowładnego uratował żmij, który pochwycił swego pana, by następnie posłać go ponownie nad ląd. Ten uderzył ponownie z potęgą błyskawic i tym samym zakończył pojedynek. Nie był jednak w stanie, jak odkrył, zakończyć żywota swego adwersarza. Miast tego, oplótł go korzeniami, który rozrosły się do tego czasu do niebotycznych rozmiarów. Pochwycił je, by następnie spleść z gałęziami, unoszącymi się w powietrzu.
– Oto obejmuję Niebiosa w me władanie – oznajmił donośnie. – Tobie zaś, Welesie, przypadnie w udziale Świat Podziemny. Łączyć je zaś będzie to drzewo, które nazwę Drzewem Życia.
Stworzenie świata - opowiadanie 2

Tekst pochodzi ze strony; https://muduko.com/mit-o-stworzeniu-swiata/ wizja stworzenia świata prze trzech bogów Świętowita, Peruna i Welesa
Mówi się, że na początku było jajo, a w nim – bóg Świętowit. Gdy wreszcie się wykluł, unosił się nad światem wypełnionym wodą. Był jednak bardzo samotny. I dlatego ze swojego cienia stworzył dwóch synów: Peruna i Welesa.
Perun pływał w świetlistej łodzi, a Weles spędzał czas w głębinach. Pewnego dnia przysiadł się do Peruna i zaproponował mu stworzenie świata, bo było mu już trochę nudno. Perun zgodził się na ten pomysł. Polecił Welesowi, by ten zanurkował i przyniósł z dna tego ogromnego morza trochę piasku. „Ale – podkreślił – powiedz, że bierzesz ją w moim i swoim imieniu”. Weles nie bardzo chciał się godzić na taki układ i początkowo ogłaszał: „Biorę cię w moim imieniu!”, pomijając brata. Piasek jednak wypłukiwał się z jego dłoni. Dopiero gdy wymówił poprawne zaklęcie, udało mu się dostarczyć piasek na powierzchnię. Weles był jednak sprytny – ukrył kilka ziaren w ustach. Perun wziął od brata garść ziemi i rzucił ją na powierzchnię oceanu. Natychmiast pojawiła się niewielka wyspa. W tym momencie Weles wypluł ukryte ziarna i w ten sposób stworzył jaskinie, góry i bagna.
Zmęczony tym dziełem Perun zdecydował się odpocząć. Położył się na nowej ziemi i zasnął. Weles uznał, że to świetna okazja, by pozbyć się brata i samemu panować nad nowym światem. Zaczął się spychać Peruna – najpierw na południe. Ziemia jednak zaczęła się powiększać – zupełnie jak wałkowane ciasto. Weles spróbował więc zepchnąć Peruna na północ, a potem na wschód i zachód – za każdym razem z tym samym skutkiem. W dodatku okazało się, że ląd nie przestaje się powiększać! Przebudzonego już Peruna zaczęło to niepokoić – gdy ziemia będzie zbyt duża, zabraknie miejsca na niebo i wodę! Weles jednak w ogóle się nie przejmował. Perun nabrał podejrzeń, że brat coś przed nim ukrywa. Stworzył pszczołę i polecił jej szpiegować Welesa. Niedługo potem pszczoła usłyszała, jak Weles zaczął do siebie mamrotać: „Głupi ten Perun! Wystarczy przecież wyznaczyć kijem strony świata i ten przestanie rosnąć!”. Dzielna pszczółka od razu powtórzyła to swojemu stwórcy, a ten mógł zakończyć powiększanie się ziemi.
Jak się domyślacie – Perun i Weles nie byli w stanie długo wytrzymać bez kłótni. Świętowit nie mógł już tego ścierpieć i oddał Welesowi we władanie podziemia, Perunowi zaś ląd. Dzięki temu na świecie zapanowała równowaga. Przynajmniej na jakiś czas. Ale to już zupełnie inna historia.
Stworzenie świata - opowiadanie 3

Tekst pochodzi z strony; https://blog.slowianskibestiariusz.pl
Autor: Shah
opowieść o stworzeniu świata przez Świętowita, Peruna i Welesa
Na początku było tylko bezkresne morze i światło. Nad tą otchłanią pod postacią łabędzia krążył Świętowit. Dokuczała mu samotność, dlatego kiedy zobaczył na wodzie swój cień, postanowił oddzielić go od siebie. Tak narodzili się Perun, który zamieszkał świat ponad taflą morza, oraz Weles nurkujący w wielkim oceanie. Jednakże im także znudził się ten pusty świat.
Wtedy to Weles postanowił wyłowić z dna morza garść piachu. Dopiero za trzecim razem, gdy poprawnie wypowiedział zaklęcie „z mocą Peruna i moją”, udało mu się wyciągnąć piach nad powierzchnię wody, poprzednio ukrywszy odrobinę dla siebie w ustach. Perun rzucił piasek na powierzchnię wody, a ten zaczął rosnąć. Weles wtedy zakrztusił się powiększającym w ustach piachem i wypluł go. Tak powstały góry.
Stworzony ląd był niewielki, dlatego Weles ponownie postanowił nie dzielić się z bratem ziemią i zabrać wszystko dla siebie. Gdy zmęczony Perun zasnął, Weles postanowił zepchnąć brata do morza. Wziął go delikatnie na ręce, a gdy tylko zaczął zbliżać się do brzegu, ziemia zaczęła się rozrastać w zastraszającym tempie. Obudzony tym Perun przestraszył się, że braknie dla niego nieba, więc posłał pszczołę, która miała zbadać tę sprawę. Ta poleciała podsłuchać rozmowę Welesa ze stworzonym przez niego kozłem. Przekazała ona usłyszaną wiadomość, że aby ląd przestał się rozrastać, trzeba wyznaczyć kierunki świata. Perun ukręcił z fal morskich kij i nim wyznaczył cztery kierunki świata. W ten sposób powstał ląd, który znamy.
Bracia kłócili się o to, kto ma panować nad światem. Wtedy ponownie pojawił się Świętowit i podzielił między nimi sprawiedliwie świat. Perun dostał we władanie niebo i ziemię, a Weles panował nad Nawią.
Stworzenie świata - opowiadanie 4

Tekst pochodzi z strony; https://www.edukacja.edux.pl
opowieść o stworzeniu świata przez Świętowita, Swaroga i Welesa
Na początku istniało tylko światło, bezkresne morze i krążący pod postacią łabędzia nad przepastną otchłanią bóg Świętowit. Bogu dokuczała samotność. Spostrzegł jednak na wodzie swój cień. Postanowił więc oddzielić cień i ciało związane z cieniem. W ten sposób powstali bogowie Swaróg i Weles.
Swaróg ze światła uplótł łódź i zamieszkał w niej, kołysząc się na falach. Weles zanurkował w głębiny i tam spędzał większość czasu. Jednakże obu bogom znudziła się monotonia morza i zapragnęli stworzyć stały ląd. Swaróg namówił Welesa, aby ten zanurkował aż na samo dno otchłani i przyniósł mu garść piasku. W czasie zbierania piasku Weles miał wypowiedzieć formułę z magicznych słów, która by zawierała ziarno współpracy. Weles miał wyrzec formułę „Z mocą Swaroga i moją”. Weles dwukrotnie nurkował, ale nie mógł dosięgnąć dna bezkresnego morza. Dopiero przy trzeciej próbie, wypowiedziawszy poprawną formułę, udało mu się dosięgnąć dna otchłani i schwycić garść piasku. Jednakże Weles chciał stworzyć ziemię tylko dla siebie, więc kilka ziaren piasku ukrył w ustach.
Po wynurzeniu się Weles wyciągnął dłoń ku Swarogowi. Swaróg wziął z jego dłoni kilka ziaren piasku i rozrzucił po powierzchni wody. Piasek po zetknięciu z wodą zamieniał się w suchy ląd i rósł. Również ziarenka piasku w ustach Welesa zaczęły rosnąć. Weles zmuszony był do wyplucia pęczniejących ziaren. Tam gdzie splunął zaczęły piętrzyć się góry. Kolebka świata stworzona przez bogów była niewielka. Na tej niedużej wysepce dwaj bogowie ledwie się mieścili. Samolubny Weles postanowił sam zapanować nad światem i postanowił zepchnąć Swaroga do morza i utopić w otchłani. Kiedy tylko Swaróg zapadł w sen, Weles podniósł go i zaczął nieść go w kierunku brzegu. Ale gdy próbował zbliżyć się do brzegu, brzeg odsuwał się dalej w morze. Świat osiągał coraz to większe rozmiary w miarę tego, jak zdesperowany Weles niósł Swaroga do morza. W końcu zrezygnował.
Kiedy Swaróg obudził się, spostrzegł, że ląd się powiększył. Weles z radością przekazał mu wiadomość o tym, że świat stale się powiększa. Na początku obaj byli zadowoleni, ale Swaróg po pewnym czasie zaczął się niepokoić, że niebo stanie się zbyt małe i nie będzie zdolne dłużej przykrywać lądu. Mimo że podzielił się z Welesem swoim niepokojem, ten nie chciał go słuchać i niczym się nie przejął. Swaróg zaczął więc podejrzewać, że Weles coś przed nim ukrywa i stworzył pszczołę, którą wysłał na przeszpiegi. Pszczoła siadła cicho na ramieniu Welesa i śledziła jego poczynania. A Weles z morskich fal stworzył kozła i zaczął z nim rozmawiać. Śmiał się z głupiego boga Swaroga, który nie potrafi powstrzymać rozrastania się świata. Weles opowiedział kozłowi, że wystarczy kijem wyznaczyć wszystkie strony świata, aby ten przestał się rozrastać.
Kiedy pszczoła wróciła do Swaroga i opowiedziała mu, co słyszała, ten skręcił z fal i ze światła kij, wyznaczył nim wszystkie strony świata i rzekł „Wystarczy Ziemi”. Świat przestał się rozrastać i stał się takim, jakim go dzisiaj widzimy. Bogowie popatrzyli na siebie i zaczęli się kłócić o panowanie nad niebiosami. Ale tego Świętowit nie mógł już ścierpieć. Zawołał Swaroga i Welesa do siebie i podzielił pomiędzy nich świat. Swaróg miał panować nad lądem, a Weles miał rządzić pod ziemią. W ten sposób krainy bogów zostały rozdzielone i Welesowi przypadła w udziale Nawia, kraina gdzie bóg mógł wypasać na łąkach dusze zmarłych ludzi. Swaróg zaś stał się bogiem ognia, słońca i ziemi.
Powstanie człowieka

Źródło: Człowiek, [w:] Mitologia słowiańska, Olszanica 2017, s. 34–35
https://zpe.gov.pl/a/stworzenie-czlowieka-w-mitach-swiata
Autor:Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona
opowieść o stworzeniu człowieka przez Peruna, Welesa i Mokosz
Był słoneczny dzień ciepły i jasny. Perun właśnie skończył przejażdżkę na swym białym rumaku, w czasie której grał na turzym rogu i pędził za dziką zwierzyną. Zmęczył się bardzo tą pogonią i przystanął nad jeziorem. Koń zaczął leniwie szczypać trawę, a Perun zrzucił szaty i wskoczył do wody. na brzegu przysiadła Mokosz i przyglądała się panu błyskawic w kąpieli.
W końcu Perun wyszedł na piaszczysty brzeg jeziora i wytarł się wiechciem słomy, gdyż powietrze było wilgotne i duszne. Chcąc jak najszybciej powrócić między leśne zwierzęta, przywdział szatę, poprawił przytroczony do pasa młot oraz róg, wsiadł na konia i ruszył w gęstwinę. „Czemu Perun woli leśne wędrówki ode mnie?” – myślała.
I już łzy żalu napływały jej do oczu, gdy na gładkim jeziorze coś się poruszyło. Tafla wody zmarszczyła się i pokryła falą niczym rybia łuska. Z głębi dał się słyszeć cichy ryk i woda zabulgotała dziko, pryskając wokół białą pianą. Bogini ziemia wstała, patrząc z przerażeniem na dziwne zjawisko. Z mętnej toni począł wyłaniać się mąż. W pierwszej chwili Mokosz myślała, że to Perun wychodzi z wody, ale zaraz ujrzała czarne włosy oblepiające mocne ramiona i poznała, że to jakiś inny bóg.
Weles wyprostował się i ruszył do brzegu. Wkroczył nań i spostrzegł słomę porzuconą na piasku. Podniósł źdźbła i począł łączyć je z wilgotną ziemią, lepiąc dziwne figury. Mokosz, wyzbywszy się pierwszego przerażenia, podniosła pozostałe słomki i naśladując tajemniczego gościa, lepiła z nich podobne kształty. Duże dłonie Welesa i drobne Mokoszy obracały słomę i łączyły ją z ziemią, tworząc tułów, głowę i w końcu członki małej postaci. Mokosz zbliżyła się do mrocznego boga, a gdy Weles spostrzegł ją, zadziwiła go pięknem smukłej sylwetki. Patrzyli na siebie długo, bez słowa […].
Niedługo potem Perun powrócił nad jeziorem i zdziwił się wielce, że na brzegu nie ma Mokoszy, a zamiast niej leżą w piasku dwa dziwaczne kształty z posklejanej ziemią słomy. Podniósł je i długo oglądał z każdej strony. Wpadł na podobny do Welesowego pomysł i tchnął w nie życiodajną moc. W tej samej chwili członki ich poruszyły się, a po chwili stwory otworzyły oczy i usiadły, rozglądając się ciekawie. Tak powstali pierwsi ludzie. Ulepiony przez Welesa stał się mężczyzną, przez Mokosz – kobietą.
Perun porzucił swoje ulubione zajęcia i nie spędzał już całych dni na polowaniach. Obserwował za to ludzi, którzy z początku kryli się po lasach, szukając w nich pożywienia. Poznawali przyrodę i wykorzystywali jej dary na własny użytek. Pana błyskawic najbardziej zachwycała pomysłowość małych istot. Ich ciała były kruche i nagie. Nie mieli jak zwierzęta futer, ostrych kłów ani szponów. Pomimo tego radzili sobie z chłodami, budując szałasy z gałęzi i czyniąc sobie z liści posłania. Zbierali owoce lasu, a wkrótce nauczyli się chwytać dzikiego zwierza, karmili się jego mięsem i odziewali w skóry oraz futra. Cząstka drzemiącej w nich boskiej mocy pozwoliła mężczyźnie łączyć się z kobietą tak, by rodziła potomstwo. Czas płynął, a ludzi było na ziemi coraz więcej. Wkrótce niezliczone grupy rozeszły się po całym świecie.
Bajanka o stworzeniu człowieka

Źródło: https://slowianowierstwo.wordpress.com, dodano 25 grudnia 2014r.
Autor: Votes
opowieść o stworzeniu człowieka przez Swaroga, Peruna i Mokos
A kiedy Bogowie już nasycili się sobą i swoim istnieniem postanowili, że zrobią coś pięknego i dobrego. I tak powstała woda, wielka tafla krystalicznie czystej wody a nad nią błękit nieba. Bogowie przyglądali się wielkim błękitom i wiedzieli, że chcą czegoś więcej. Zaświecili zatem na niebie słońce, księżyc i gwiazdy a te dały światu jasność. Bogowie tchnęli w swoje stworzenie oddech i tak powstał wiatr. Z wody wyłoniła się ziemia urodzajna przepasana wstęgami wód i góry które wystrzeliły z ziemi prosto w błękit nieba. A kiedy urodzajna ziemia napiła się wody do woli, wydała plon i wzrosły trawy i kwiaty i wszystko jak okiem sięgnąć zazieleniło się i rozkwitło. Drzewa rozszumiały się liśćmi i dały schronienie ptakom. W wód głębi, na łąkach, wśród kwiatów, lasów i powietrzu zaroiło się od rozmaitych zwierząt. Zrodziły się też demony, opiekunowie tego co stworzone zostało. Spodobało się Bogom ich stworzenie i postanowili o nie dbać i cieszyć się jego pięknem i dali mu na imię Jawia co się tłumaczy „to co jest”.
Pewnego dnia, wśród pól Jawii, ścieżką nad brzegiem jeziora spacerowała para bogów, Mokosz i Perun. Bogini schyliła się i zanurzyła swoje dłonie w ziemi wyjęła z niej dużą kulę ziemi i zaczęła ugniatać
– Cóż robisz żono – zapytał bóg
– Ulepie jeszcze jedno życie, mężu– odpowiedziała bogini
– Na cóż nam jeszcze jedno życie, wszak w Jawi jest ich pełno – Perun przyglądał się pracy żony.
– To życie będzie inne, będzie nas kochać, bać się i czcić. I będzie nosić imię człowiek – Mokosz spojrzała na męża z dumą
– Ale to twoje nowe życie żono, będzie stanowczo za duże.
– Masz rację mężu – przytaknęła bogini- zatem podzielę glinę na dwie równe części. Z jednej ulepię mężczyznę a z tej drugiej kobietę. Mężczyzna będzie silny i dzielny a kobieta dobra i opiekuńcza, a razem będą jak jedno.
Tak też zrobiła i po chwili w jej dłoniach spoczywały dwie figurki ludzi, kobieta i mężczyzna. Bogini nie kryła zadowolenia i dumy.
– Popatrz, mężu jacy są piękni, wyglądają jak my i na pewno będą szczęśliwi w Jawi, w której i my szczęśliwi jesteśmy.-powiedziała uśmiechając się.
– Masz racje, ale brakuje w nich życia – Perun objął dłonie Mokosz swoimi dłońmi.
– Zatem dajmy im życie – to powiedziawszy Mokosz dmuchnęła w swoje dłonie na kobietę i mężczyznę i ofiarowała im duszę życia która zamieszkała w sercu, wchodzi ona w człowieka z chwilą urodzenia gdy dziecko łapie pierwszy oddech a odchodzi wraz z jego ostatnim tchnieniem. Dusza ta odchodzi do Nawii.
Figurki w dłoniach Mokosz poruszyły się delikatnie, widać było jak życie powoli wypełnia ich ciała, patrzyła na nie z uśmiechem i po chwili położyła figurki mężowi w dłonie.
– Niech się zatem stanie – Perun dmuchnął delikatnie na figurki i ofiarował im dusze myśli, która zamieszkała w głowie człowieka a po jego śmierci wraca do bogów. Aby za jakiś czas wrócić na ziemię i wypełnić nowe życie Bożą Iskrą. Dlatego czasem wydaje się nam, że coś jest nam bliskie a jakieś miejsce znane.
Bóg Swaróg dokończył dzieła stworzenia i wypełnił gliniane figurki ciepłem promieni słońca. I oto stanęli przed Bogami ludzie z ciała i krwi, piękni, wypełnieni boskim tchnieniem. Mokosz pierwsza odezwała się do ludzi.
– Jam jest Mokosz, matka ziemi urodzajnej i plonów.
– A ja jestem Perum, bóg gromowładny.
– A, wy jesteście ludźmi – odezwała się ponownie Mokosz – i będziecie nas czcić bo jesteśmy Bogami waszymi i daliśmy wam wole życia. A oto jest Jawia, świat który dajemy wam pod opiekę, Natura który stworzyliśmy, gdy was jeszcze nie było i która będzie gdy was zabraknie. Będzie to wasz dom, czerpcie z niego to co wam potrzeba do życia, ale szanujcie go bo jest to miejsce święte. A teraz idźcie i wypełnijcie świat życiem.
Narodziny człowieka – Perun w niebiańskiej łaźni

Źródło: https://lasmgiel.pl, data dodania 5 maja 2023
opowieść jak sam autor pisze tworzona na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy
Autor: Adrian Reszczyński
Zdarzyło się tak pewnego dnia, że Gromowładny bóg udał się na wielkie polowanie ze swym synem oraz małżonką, a nawet i Dadźbóg za zgodą swego ojca. Każdy z bogów korzystał jeno z siły mięśni, żaden nie sięgał po swe boskie przymioty. Strzybóg złowił całe naręcze bażantów, Dadźbóg pochwycił wiele tłustych zająców. Wspólnie łowili jelenie, łosie czy żubry ku swej wielkiej chwale. Znosili łupy na polanę, gdzie Dziewanna czuwała nad tym, by zawody łowieckie odbywały się uczciwie. Wielce też cieszyła się dwójka bogów, iż Peruna nigdzie nie widać. Przekonani byli bowiem, że oto tego dnia uda im się wreszcie prześcignąć go w sztuce łowieckiej.
Wtem jednak Perun przybył z najwspanialszym trofeum. Niósł na barkach olbrzymiego, białego jelenia, którego następnie złożył na ziemi i skłonił się przed swą małżonką. Strzybóg i Dadźbóg jęknęli z zawodem, lecz bez krzty protestu uznali wyższość Gromowładnego. Ten zaśmiał się wesoło, pogratulował im wspaniałych łowów, po czym przyznał, iż musi powrócić na pewien czas w niebiosa, by odpocząć. Jak powiedział, tak uczynił, pożegnawszy się z Dziewanną, która w czasie tym wolała zostać na ziemi i wyszykować wspaniałą ucztę dla niemal wszystkich bogów.
Udał się wtedy Perun w niebiosa, by odpocząć przy boskim płomieniu. na miejscu czekała go jednak niespodzianka. Oto bowiem Swaróg, będąc świadkiem wspaniałych łowów, które wszak odbyły się również dzięki wykutym przez niego broniom, zbudował dla Pierwszego Boga łaźnię. Ten uradowany czym prędzej skorzystał z przybytku i rozsiadł się w nim wygodnie. Ciepło rozchodziło się po całym jego ciele rozluźniając jego strudzone mięśnie.
Tak oto Perun zaznawał spokoju, a kiedy pot począł spływać po jego ciele, pochwycił za wiecheć. Otarł swe ręce, tułów, a na końcu twarz i rzucił witki na bok, po czym położył się wygodnie. Tak oto Gromowładny popadł w sen nie zauważywszy, iż wiecheć przesiąkł nie tylko jego potem, ale i boską iskrą stworzenia, która była wszak w Perunie wiecznie żywa. I tak się stało, że wiecheć ów spadł na ziemię, kiedy bóg odpoczywał.
Tak się oto zdarzyło, iż wiecheć owy odkrył Weles, który to natenczas podróżował po powierzchni ziemskiej tworząc nowe rzeki i jeziora. Zdziwił się wielce ujrzawszy przedziwne zjawisko, jakim był kępek słomy wprost promieniujący boską energią. Pochwycił więc go i zamyślił się wielce, cóż takiego winien z nim uczynić. Wówczas uznał, że ulepi z niego istotę inną niźli wszystkie inne. Istotę podobną do bogów, acz pozbawioną ich mocy. Umyślił sobie bowiem, iż należałoby ziemię zapełnić stworzeniami, które poczęłyby go kształtować tak jak ongiś on uczynił z Perunem, lecz nie boską mocą, a siłą swych rąk.
Jak pomyślał tak i uczynił, po czym ulepił dwie istoty. Wiedział bowiem, że każda istota łaknie towarzystwa, a jeno w dualizmie odnaleźć można pełnię. Mężczyznę ulepił na wzór swój, a zatem i także Peruna, do stworzenia kobiety zaś inspirował się Mokoszą. Zadowolony z dzieła tchnął w nie swoją moc, która po złączeniu z boską iskrą Gromowładnego zapoczątkowała nowe życie i ułożył bezpiecznych w lesie.
Zadowolony ze swej pracy Weles poczuł, jak ogarnia go wielkie znużenie. Oddalił się więc kawałek, lecz nie na tyle daleko, by stracić pierwszych ludzi z oczu i zasnął. nie mógł bowiem wiedzieć, iż w tym właśnie momencie zbudził się Perun, który to odkrył, iż wiecheć słomiany wraz z cząstką jego mocy zaginął.
Długo się Gromowładny miotał w złości na siebie samego, że doprowadził do zguby. Wiedział bowiem, iż Pan Podziemi mógł wykorzystać jego moc przeciw niemu. Zszedł czym prędzej na ziemię i na swym białym rumaku długo ją przemierzał nim poczuł moc Welesa. Czym prędzej skierował wierzchowca w tamtą stronę i już gotów był toczyć bój ze swym odwiecznym wrogiem, wtem jednak ujrzał śpiące sylwetki ludzkie. I zdziwił się wielce, kiedy odkrył, iż nie zostały one stworzone z wrogą intencją. Weles bowiem, którego cechowała wielka ciekawość, prawdziwie zainteresowany był tym, jak to też zachowa się istota stworzona na podobieństwo bogów, lecz pozbawiona ich mocy.
Chciał więc Perun odejść, wtem jednak uznał, że przecież i jego dziełem są ludzkie istoty. Powziął wówczas decyzję, iż należy mu się, by to on został im przewodnikiem po świecie. Już chciał ich obudzić, pierwszy jednak zbudził się Pan Podziemi. Ujrzawszy Peruna zbliżającego się do dwójki ludzi uniósł się gniewem i wielką wszczęli kłótnie.
Gromy rozdzierały niebioss, wody zaś wezbrały z rzek i jezior. Jedynym, co powstrzymywało dwójkę bogów przed stoczeniem wielkiego boju, było słowo dane Mokoszy, iż nie będą walczyć na ziemi, by jej nie zniszczyć. nie potrafili jednak dojść do porozumienia, bowiem jeden jak i drugi uważał, że to właśnie jemu należy się przewodnictwo nad ludźmi.
Ich spór był na tyle zawzięty, że dwójka istot człowieczych zbudziła się ze swego głębokiego snu. nie znali jeszcze świata, lecz pierwszym co odczuli, był strach. Tak przerażająca była bowiem kłótnia pierwszych bogów, iż jeno to ludzkie serce było w stanie czuć. Ujrzawszy przebudzenie młodych istot, Weles jak i Perun zamilkli, po czym ruszyli ku dwójce ludzi. Oni jednak poczęli cofać się przerażeni i za nic nie chcieli uwierzyć w zapewnienia bogów, że ci są im przyjaciółmi. I wówczas to zjawiła się Bogini-Matka wlewając w serca wszystkich zgromadzonych spokój i łagodność. Pochwyciła za dłonie męża i kobietę, po czym tak oto rzekła:
– Tak jak stworzyliście ziemię, Perunie i Welesa, którą ja zapełniłam życiem, tak teraz i ja poprowadzę ludzi, którzy to dzięki Waszej mocy powstali. Nauczę ich żywota prostego, ale pięknego. Wy zaś bądźcie im patronami oraz opiekunami, lecz dajcie im żyć wedle własnego zamiaru i myśli.
I tak jak u początków świata, tak i teraz Perun z Welesem ujrzeli mądrość Mokoszy. Skłonili się przed nią oboje, po czym z niechęcią spojrzeli po sobie. Żaden nie chciał przyznać, iż bez drugiego tak wspaniałe dzieło, jakim jest ludzki żywot, nigdy by nie powstało.
Stworzenie człowieka przez słowiańskie bogi

Źródło: https://www.facebook.com/Bialozar
tekst opisuje wizje stworzenia człowieka przez słowiańskie bóstwa
powstał na podstawie: R. Tomicki, Ludowe mity o stworzeniu człowieka, Etnografia Polska XXIV z. 2, s. 49-70,
oraz A. Szyjewski, Religia Słowian, s. 35, 192-193
Świat liczył już wiele dni, kiedy pojawił się na nim pierwszy człowiek. Dzień, w którym to nastąpiło, nie wyróżniał się niczym szczególnym, wszystko zaczęło się dość niepozornie i nikt nie spodziewał się tego, który miał się wkrótce zjawić. Onego czasu Perun zażywał kąpieli w swej łaźni. Zmęczony boskim rzemiosłem zapragnął odpocząć i rozsmakować się w chwili spokoju. Napalił więc ognia, wcześniej włożywszy weń kamieni. Gdy skały żarem przesiąkły, rozmieścił je we wnętrzu swojej cieplicy. W owym wnętrzu panowała kompletna ciemność, tak gęsta, iż przywodziła na myśl czasy sprzed pierwszego stworzenia, kiedy kosmiczna nicość była jedynym co wówczas istniało. Żar nagromadzony w kamieniach otulał całą łaźnię delikatną poświatą i ciepłem. Perun począł głazy oblewać wodą i gdy tak lał raz i drugi, para uniosła się z sykiem i ogrom gorąca całe pomieszczenie ogarnął, aż boskie ciało Peruna potem się zalało.
Chwycił więc Perun w pośpiechu to co pod ręką było, aby z potu się wytrzeć. Ręka jego, przypadkowym trafem, wiecheć słomy ujęła. Gromowładca przetarł nim ciało oraz spływające potem oczy, po czym, przez okno łaźni, wyrzucił słomę precz, gdy swe zadanie spełniła. Słomiany snopek spadł z nieba i uderzył w ziemię. Tam leżał bez ruchu dłuższą chwilę i leżałby tak jeszcze długo, gdyby nie boski pot, którym słoma zdołała nasiąknąć. Dzięki temu przestała być to już zwykła, słomiana wiązanka, moc Peruna trwale odmieniła chochoła. Była to już nowa istota, która właśnie zaczynała swoje życie.
Spostrzegł to Gromowładca i postanowił swojego tworu jednak nie porzucać. Zszedł na ziemie i uformował nową istotę, nadając jej odpowiedni kształt. Tak powstał człowiek. Wtedy daleki był jeszcze od swej postaci jaką obdarzeni jesteśmy dziś wszyscy. W miarę postępów twórczej pracy, krystalizował się pomysł Peruna. Z początku nie planował niczego specjalnego ponad kolejne boskie stworzenie, takie jakich wiele wyszło do tej pory, spod jego palców. Jednak z każdym kolejnym źdźbłem słomy wplecionym na swoje miejsce w powstającej, misternej konstrukcji, boski stwórca dostrzegł, że z tego niepozornego materiału jest w stanie uzyskać więcej niż początkowo zakładał. Gdy słomiana kukła nabrała ostatecznych kształtów, Gromowładca wciąż nie był zadowolony. Do dokończenia nowej istoty potrzeba była pomoc. Wezwał więc innych Bogów, którzy to chętnie przystąpili do wspólnego tworzenia.
Swarożyc obdarzył człowieka cząstką swojego ognia, dzięki czemu nasze ciała mają swą wewnętrzną ciepłotę. Strzybóg tchnął w słomianego chochoła powiew wiatru, dzięki czemu możemy dziś oddychać. Inni Bogowie dodawali do ludzkiego ciała kolejne składniki. Kości człowieka powstały z kamienia, z morza jego krew, zmysły ze słonecznych promieni, myśli z obłoków, a cielistą tkankę, Bogowie utworzyli z ziemi. Uformowana ludzka powłoka zaczęła przypominać sam wszechświat w mniejszej skali. Twór pełen zawiłości, złożony z przenikających się wzajemnie wielu żywiołów. Okazało się jednak, że to wszystko to wciąż za mało, człowiekowi brakowało bowiem duszy. Na cóż mu, byłaby nawet i najmisterniej utkana szata, jeśli okrywać by się nią miała jedynie zimna pustka? Boską iskrę dorzucić do całości dzieła jeszcze należy.
Ostatni składnik Perun postanowił zdobyć udając się do wysokiego nieba. Pozostawił człowieczą maszkarę na ziemi, a sam uniósł się ku górze. Tamże bóg Rod przekazał w darze Perunowi cząstkę swojej boskości, która od tej pory zamieszkać miała w człowieku. Oddając ten cenny podarek, Rod stał się praojcem ludzkości i od tego momentu, wraz ze swoimi córkami – Rodzanicami, czuwa nad ludzkim losem. Rodzanice plotą nić ludzkiego żywota wyznaczając każdemu z ludzi, przy narodzinach, jego własne przeznaczenie oraz czas życia od pierwszych chwil, aż po ostatnią godzinę. Dusza po śmierci wraca do miejsca, z którego pochodzi, aby potem, z mocą samego Roda, znów na ziemie wrócić, odradzając się w kolejnym wcieleniu. Praojciec Rod zrzuca dusze z nieba, aby mogły wstąpić w matczyne łona i narodzić się jako dzieci. Po trzykroć sława niech więc wybrzmi na chwałę Roda i naszego rodu! Ponieważ to w rodzie i za sprawą Roda, następuje nasze odrodzenie. Dlatego też ród to dla Słowianina rzecz najwyższej wagi.
Zanim jednak Perun duszę w ciele umieścił, podczas jego nieobecności, człowieczą kukłę ujrzał Weles rogaty. Niedokończona istota przykuła jego uwagę i począł ją kształtować wedle własnych upodobań. Wydłubał w niej otwory i przetarł swoją śliną, przez co ciało przeszło zmęczeniem, chorobami i różnymi przyziemnymi utrapieniami. Stąd wzięła się potrzeba zaspokajania głodu i innych niższych potrzeb. Za sprawą Welesa człowiek nie był już idealnym tworem, takim jakim chciał go stworzyć Perun. Stał się istotą bliższą ziemi, podlegającą jej prawom. Nakłada to na nas pewne ograniczenia, ale dzięki temu jesteśmy częścią środkowej krainy i gdyby nie my to któż by jej wówczas doglądał? Welesowi człowiek zawdzięcza także swoją płciowość. Rozerwał on człowieczą kukłę na dwie części, z których powstali mężczyzna i kobieta. Od tej pory człowiek ma dwie płcie, wzorem reszty świata ożywionego co pod niebieską kopułą żyje.
Gdy Perun wrócił z niebios, swe dzieło dokończyć, zapałał gniewem, gdy ujrzał to co Weles z człowiekiem uczynił.
– Coś uczynił z moim dziełem Welesie ?! – zagrzmiał srodze Perun.
– To teraz jest też moje dzieło bracie. Człowiek do środkowej krainy od teraz należy, bez mojego udziału miałbyś istotę pokroju kolejnego płanetnika, co tylko w niebiosach lata – uzasadnił Weles.
– Uczyniłeś go kruchym i podatnym na choroby.
– Taka jest natura ziemskich rzeczy, może dzięki temu też będzie o nas bardziej pamiętał – podsumował rogaty bóg.
Nieusatysfakcjonowany rozwojem sytuacji Perun, wziął ludzkie ciała i pozatykał ich rany leczniczymi ziołami, tak jak tylko był w stanie. Wywrócił też skórę człowieczą na lewą stroną, chowając do wnętrza ludzkiego ciała plwociny Welesa. Perun okrył ludzi trwałą, pierwszą skórą, która chroniła ich przed skutkami ingerencji jego brata. Dzięki niej mogli się odradzać w tych samych ciałach, tak jak odradzają się węże zrzucając wylinkę lub tak jak swobodnie rosną nasze włosy i paznokcie. Gdy Perun wreszcie tchnął w pierwszych ludzi dusze, natychmiast przepełniła ich siła życiowa. Ich serca zabiły, a płuca napełniły się oddechem. Prarodzice otworzyli oczy. Teraz byli wśród żywych, a ich pierwotna skóra dawała im nieśmiertelność, przynajmniej na razie.
