Rachmany – bytujące pod ziemią groźne stwory wzrostem podobne do krasnali z którymi to ponoć były spokrewnione. Opowieści budząc powszechne przerażenie o ich złowrogim królestwie krążyły pośród ludów żyjących na Ukrainie u ujścia Dniepru do morza. Przekazy o tych podziemnych stworach szczególnie mocno rozpowszechnione były u Hucułów, którzy mieli swoją legendę o ich narodzinach. Według niej dawniej byli to prości ludzie mające przywarę polegającą na okropnym przeklinaniu. Była ona tak wielka, iż nie umieli się powstrzymać od złorzeczeń nawet w cerkwi. Wreszcie niebiosa zirytowane obelgami padającymi nawet w czasie mszy ukarały ich zapadnięciem pod ziemię całych osad razem z mieszkańcami, którzy tam skarleli i mrok ogarnął ich dusze. Monstra te pałały nienawiścią do wszystkich ludzi, pożerały ich ciała a z kości wznosiły swe siedziby. Sposobem na zapobieżenie napadu trupojadów kultywowanym przez ukraińskie chłopstwo była ceremonia urządzana cztery tygodnie po Wielkanocy nazywana „rachmański wełykdeń”. W trakcie tej uroczystości skorupki po święconkach wrzucane były do rzeki, którą przez dwadzieścia dni płynęły w stronę morza. Podczas swej podróży ostatki te odrastały do postaci zwykłego jajka i dotarłszy do celu niczym nie różniły się od pisanek. Rachmany odebrawszy trybut przygotowywały święto, w czasie którego zjadały darowane jaka a jedno nasycić mogło aż dwanaście tych podziemnych istot a także biły w dzwony których dźwięk niósł się na ponad tysiąc wiorst. Nasyciwszy się stwory zgodnie z przyjętą niepisaną umową przez kolejny rok w żaden sposób nie nękały ludzkich osad.

Ragany – opiekuńcze duszki żyjące w pniach drzew przydomowych a także tych dzikich. Część z tych co je spotkali opowiadała, że przypominają swym wyglądem koty, ale znowuż niektórzy twierdzili, iż mają one sobie coś z ptaków. Wszyscy jednak byli zgodni w jednym szczególe ich opisu a mianowicie w umiejętności latania podczas którego wydawać to miały głośne odgłosy do złudzenia zbliżone do beczenia bolejącej kozy. Stworki pielęgnowały drzewa przez nie zamieszkałe, dbały o ich zdrowie oraz zwalczały szkodniki. Ludzie, którzy pomagali w tych staraniach mogli liczyć na podziękowanie raganów a ci co próbowali wyrządzić szkodę takim drzewom mogli spodziewać się niemiłych konsekwencji. Karą mógł być niedowład rąk i nóg albo pokręcenie kończyn czy też zesłanie nieuleczalnej choroby.

Raj – to znany w Polsce strażnik dojrzewającego zboża. Do jego zadań należało czuwanie podczas żniw nad żniwiarzami, pilnowanie prac, aby odbywały się bez problemów i w duchu pradawnych zwyczajów. Po zżęciu, związaniu ora załadowaniu snopków na wóz duszek we własnej osobie pilnował by bez szwanku dojechały do stodoły. W trakcie przewozu zbiorów inni włościanie nieprzychylnie zerkali na po brzegi wypełnione furmanki i zakrzykiwali do ukrytego w sianie duszka: „Raj, raj, idź k’nam!” kusząc go do zamiany gospodarza miską kaszy omaszczoną skwarkami. Najczęściej raj nie dawał się przekupić i razem z zebranymi plonami dojeżdżał na zapole, czyli część stodoły przeznaczonej na składowanie ściętego zboża. Tam to pozostawał do młocki, którą wykonywano dopiero późną jesienią i zimą.

Redunice – to wodne panny, które wywodzą się z głębin Jezior Raduńskich skąd też jak można się domyślić zaczerpnęły swą nazwę i stamtąd to również miały zasiedlić jeziora na całych Kaszubach. Powszechnie znana było ich wielkie lubowanie się w ludzkim towarzystwie. Było ono ponoć tak wielkie, iż gdy nad brzegiem zamieszkałych przez nie zalewów przez dość długi czas nie zjawił się żaden człowiek to marły z nostalgii. Zapobiegliwie, aby nie spotkał ich ten smutny los redunice same udawały się wieczorami do okolicznych karczm na potańcówki. Ponieważ jak opowiadano mogły pochwalić się nader urokliwymi figurami, nadobnymi twarzami oraz gibkimi ciałami to bez najmniejszego problemu podbijały serca włościan. Zdarzało się, iż tak zapamiętywały się w tańcach, że nie nadążały wrócić do swych podwodnych siedzib i wówczas ich władcze matki zamykały przed nimi drzwi. Musiały wówczas popłakując cały dzień tułać się po przybrzeżnych sitowiach. Redunice u mężczyzn budziły nie tylko chuć, ale także jak najbardziej prawdziwe zakochanie i to ze wzajemnością. Niekiedy takie zadurzone w sobie pary spotykały się przed ślubnym ołtarzem a ich związek wieńczyło stadko najzwyklejszych ludzkich pociech. Te wodne panny w dzień niczym nie różniły się pośród innych niewiast chociaż niektórzy twierdzili, że były nadzwyczaj uważne, pracowite oraz radosne. Jednak po nadejściu nocy powracały do swego naturalnego wyglądu, w którym od pasa w dół pokryte były rybimi łuskami a w miejsce stóp miały płetwy. Gdy w tej postaci zobaczył je ich mąż wówczas ze skonfundowania uciekały do jeziora, w którym pozostawały na zawsze.

Rétnik – to jedna z mniej znanych postaci z demonologii kaszubskiej. Nie był istotą groźną ani związaną ze śmiercią czy chorobami. To rzadki kaszubski duch-psotnik związany z muzyką i muzykantami, należący do lokalnego folkloru Pomorza, a nie do wspólnego panteonu demonów prasłowiańskich. Był duchem lubiącym płatać figle muzykom. Jego domeną była muzyka, śpiew i zabawa, odpowiadać miał za fałszywe dźwięki instrumentów, zrywanie strun, mylenie rytmu muzykantom oraz drobne figle podczas wesel i zabaw. Obarczano go zatem winą za nieudane występy, nagłe rozstrojenie instrumentów czy pomyłki wykonawców.

Roczitnik – to demon z kaszubskiego folkloru, uosabiający wiatr, burzę i sztorm. Był duchem przyrody o potężnej sile, budzącym zarówno strach, jak i respekt, gdyż kontrolował pogodę nad morzem i polami. Związany był z żywiołem powietrza, zwłaszcza z gwałtownymi wiatrami i burzami znad Bałtyku. Jego gniew objawiał się sztormami i wichurami, które mogły zniszczyć plony lub zatopić łodzie rybaków. Wierzono, że może też przynieść oczyszczenie i odnowienie, jeśli został odpowiednio ułagodzony. Wyobrażano go sobie zazwyczaj pod postacią potężnego, niewidzialnego ducha, niekiedy przyjmującego formę chmury, wichury bądź przypominającego człowieka kolosa z rozwianymi włosami. Niespodziewane porywy wiatru lub szum drzew i fal świadczyć mogły o jego bliskiej obecności. Niektórzy badacze łączą go z dawnymi, przedchrześcijańskimi bóstwami pogody w kulturach nadbałtyckich; jest symbolem ścisłej więzi Kaszubów z morzem i siłami natury.

Rodzanice – dobrze udokumentowane na obszarze słowiańszczyzny wschodniej i południowej określane także niekiedy jako różanice, narecznice czy sudiczki to trzy jeszcze pogańskie kobiece demony przeznaczenia kojarzące żywot ludzki z nićmi i przędzeniem. Korzenie ich nazwy tkwią w słowiańskim słowie rod rozumianym jako „rodzic”. Jedne z pierwszych pisemnych zachowanych zmianek na ich temat znaleźć można w XIII wiecznym dziele „Katalog magii” francuskiego mnicha klasztoru cysterskiego w Rudach niedaleko Raciborza. Zjawiały się w domostwie równo o północy trzy dni od narodzin dziecka, aby dokonać wyboru jego nadchodzących kolei losu. Rękojmią szczęśliwej doli niemowlaka miało być godne przyjęcie demonów. W tym celu przygotowywano sutą wieczerzę a dziecię kąpano, ubierano w biały przyodziewek i układano się do snu. Te zabiegi dawały nadzieje rodzicom, że ich latorośl obdarzona zostanie przez rodzanice łaską, czyli dostatnim, spokojnym, zdrowym i długim życiem.
Pośród Słowian zachodnich odpowiednikiem rodzenic były trzy zorze kojarzone dzisiaj z blaskiem słońca o świcie w południe i o zachodzie. W kulturze ludowej często promienie słoneczne łączono z przędzeniem a ludzki los przedstawiano jako nici życia. Poszczególne pory dnia reprezentować miały okresy życia człowieka; młodość – wschód, wiek średni – południe oraz starość – zachód. Do dzisiejszych czasów w folklorze zachowała się pieśń ku czci trzech zórz;
Zorzyczki, zorzyczki,
trzy was jest,
dedna porankowa,
druga południowa,
trzecia wieczorowa.
Weźcie od mojego dziecka płaczenie,
oddajcie mu spanie.

Rusałki – żeński demon o bardzo pięknej i uwodzicielskiej postaci o którym opowieści w dawnych czasach były bardzo w Polsce rozpowszechnione. Udawało się je niekiedy zobaczyć nocami rozświetlonymi księżycem, kiedy to bez żadnego przyodziewku pląsały na polanach bądź nad brzegami jezior lub rzek. Wielu kawalerów ujrzawszy ich zwinne ciała, białą cerę, czarne lśniące ogniem oczy, długie urokliwe włosy pogrążało się w pożądliwości. Pechowiec uwiedziony przez śliczne demonice wodzony był przez nie w przybrzeżne szuwary, gdzie tonął bądź dopadała go śmierć przez łaskotanie. W Zielone Światki pośród ludu panował zakaz wszelkiej pracy, albowiem miał to być dzień święty rusałek i złamanie tego obyczaju powodowało ich gniew. Urządzano wówczas zabawy podczas których tańczono, palono durze ogniska i puszczani na wodzie wianki. Za to wystrzegano się wycieczek do lasu, który zgodnie z wierzeniami był areną świętowania rusałek. Każdy rozsądny mężczyzna tej nocy nosił w kieszeni listek piołunu mający być ochrona przed tymi wodnymi stworami.

Rybi Król – wodny demon znany z pruskich podań żyjący w mazurskich jeziorach będący władcą wszystkich wodnych stworów. Miał on mieć wygląd ogromnej ryby takiej jak choćby sielawa. Był na tyle wielki, iż bez trudu umiał wywrócić do góry dnem łodzie pływające po jeziorach czy też schwycić człowieka i wciągnąć go w wodne odmęty. Jeśli demon z jakiegokolwiek powodu ginął to taki sam los czekał wszystkie podlegle mu wodne istoty. Żródła opowieści o tym stworze można dopatrywać się w licznie bytującej w dawnych czasach wodach Rzeczpospolitej jednej z największych ryb osiągającej długość do trzech metrów i wadze nawet do dwustu kilogramów. Rybą tą był jesiotr, który poza imponującymi rozmiarami cechuje się także wielką siłą tak ogromną, iż ponoć, gdy go złowiono to szamotając się uderzeniami o kamienie swego kostnego ogona krzesał iskry.

Rzepiór – pochodzący jeszcze z przed chrześcijańskich lat władca Karkonoszy mający swą siedzibę na szczycie Śnieżki. Z początku opisywany był jako ogromny demon z jelenimi rogami niekiedy z wielką dębową laską trzymaną w ręce, nieprzyjazny i napastliwy do ludzi wkraczających w jego domenę. Z upływem lat pohamował swoją dziką naturę i oswoił się z bytnością ludzi a nawet w końcu obrał człeczą formę wysokiego starca, siwobrodego z długimi włosami. Zarzucił zabijanie oraz przemienianie podróżnych w kamień, ale nadal z ochotą robił psikusy bądź płoszył sztuczkami. Jego swawole nie miały jednak na celu powodowania zamętu a niosły ze sobą określone przeslanie moralne. Wyszydzał aroganckich, pysznych możnych, kpił z głupców, karcił boleśnie opojów i nierobów. Wspierał za to także materialne, pracowitych oraz prawych ludzi, którzy mogli spodziewać się od niego pomocy w trudnych sytuacjach. Podobnie jak większość ludzkiego rodu Rzepiór pomimo tego, iż uwielbiał płatać figle to nie znosił, gdy sam był celem czynionych krotochwil. Wówczas to ogarniała go niepochamowana złość i na powrót ujawniał się w nim jego okrutny wrodzony charakter. Po górach przetaczały się niszczycielskie burze, dmuchał gwałtowny wiatr a każda żywa istota szukała schronienia przed gniewem Króla Gór. Rzepiór jest postacią bardzo dobrze znaną pośród mieszkańców rejonu Karkonoszy nie tylko po polskiej stronie, ale także czeskiej i niemieckiej. W zależności od regionu w opowieściach występuje pod nazwami; Duch Gór, Karkonosz, Rübezahl, Krakonoš, Krkonoš oraz Rzepolicz i Liczyrzepa. Przy czym te ostatnie miana powstały stosunkowo niedawno i miały ośmieszyć oraz pogrążyć w niepamięci tego właściwie przychylnego ducha gór. W opowieściach ludowych spotkać się można także jeszcze z jedną nazwą Pan Jan. Jest ona wynikiem połączenia pogańskiego kultu celebrowanego w czerwcu a uosabiającego siły przyrody, które tłumaczyły gniewem ducha gwałtowne zjawiska pogodowe z postacią św. Jana Chrzciciela czczonego w tym samym miesiącu.

Rżana – stwór spotykany na polach w porze żniw o wyglądzie tak okropnym, iż nie dało się go wymazać z pamięci. Był to kobiecy, wysoki, tyczkowaty demon z plecionym ulem na głowie, uszami osła, zębiskami koloru zielonego, oczami jarzącymi się białym blaskiem, umiejący każdego przerazić na śmierć. Ci którym nie starczało rozumu bądź uważali się za chojraków i nie uciekli zobaczywszy ją, zardzewiałą kosą chlastała po nogach. Łany zboża w miejscach, przez które przeszła rżana pokrywały się ciemnym nalotem nazywanym sporyszem. To jest niebezpiecznym grzybem powodującym zatrucia nazywane „ogniem świętego Antoniego” lub „świętym ogień” będące niejednokrotnie przyczyną masowych halucynacji oraz zgonów, ale co ciekawe uznawanym był przez chłopów za pomyślny znak zapowiadający pewny urodzaj.

