Latawiec – był powietrznym demonem zrodzonym z człowieka, który zmarł śmiercią raptowną i zbyt wczesną. Zjawiał się zazwyczaj jednocześnie z intensywną burzą próbując pierzchać przed obierających go zawdy na swój cel uderzeniami błyskawic, mogących według ludowych tradycji zabijać wszelkie demony. Pędził wówczas tuż nad ziemią wydając od czasu do czasu długie, rozdzierające wrzaski. Jego ucieczka skazana była zazwyczaj na porażkę, gdyż któryś z piorunów w końcu go trafiał powodując jego śmierć. Zdarzało się jednak, iż szczególnie kąśliwe, przebiegłe i rącze stwory czując nieuchronny kres czyniły liczne szkody. Będąc pewnym, iż błyskawica pomknie za nimi leciały się w stronę kościelnych wierz, kapliczek lub najczęściej ludzkich domostw. Takie postępowanie w dawnych czasach było szczególnie przewrotne, gdyż jak uważano wówczas ognia roznieconego piorunem nie należy gasić, ponieważ jest on spowodowany wolą boską a człowiek, którego spotkał taki los musiał sobie na niego zasłużyć. Mimo tych opowieści niektórzy ludzie twierdzili, iż istniała możliwość pozyskania latawca do pomocy. Wystarczać w tym celu miała modlitwa oraz rzucenie zaklęcie bądź obfity poczęstunek. Od tego czasu latawiec stawał się demonem domowym wspomagającym gospodarzy np. dmuchając w skrzydła wiatraka, podbierając podmuchy innym młynarzom.

Lasownik – leśny duch o pogańskich korzeniach, chronił las i zwierząt w nim żyjących przed natrętami. Na siedzibę obierał sobie wraz ze swą małżonką wyjątkowo skryte puszczańskie ustronia będące cmentarzyskami dzikich zwierząt. Codziennie opuszczał swe leże by chodząc po lesie pilnując jego spokoju. Natrafiwszy na człowieka trwożył go, mieszał mu ścieżki tak że ten nie umiał znaleźć drogi do domu. Przełamać urok rzucony przez demona można było zakladając koszule na lewą stronę albo zamieniając miejscami prawy but z lewym. Jego nadejście zapowiadały silne, hałaśliwe, podmuchy wiatru w koronach drzew, mogące spowodować poważną niemoc lub porażenie. Bardziej przewidujący ludzie przed udaniem się do boru starali się pozyskać jego przychylność ofiarując mu jajka i chleb rzecz jasna pozbawione soli, której nie znosił tak jak większość demonicznych istot. Tak ułagodzony lasowik zapewniał spokojną, bezpieczną podróż przez nawet najbardziej dzikie leśne ostępy.

Lejiń – na kielecczyźnie występujący pod imieniem leleń, wrogi ludziom demon podobny do ogromnego, królewskiego rogacza bądź okazałej łani. Markując rannego mamił myśliwych, gubił im ścieżki i wodził po boże tak długo, iż gubili na kilka tygodni drogę do domu. Czasami udawał, iż tonie w bagnie i gdy ktoś usiłował go ratować sam grzęzł w niezgłębionym grzęzawisku. Jeśli te podstępy nie przynosiły zgubnych ludziom efektów to przepuszczał ataki tratując i bodąc rogami nieszczęśnika, przy czym rechotał oraz donośnie pohukiwał ludzkim głosem. W swej zapalczywości nie żałował nawet dzieci zbierających leśne owoce i grzyby przepędzając je z lasu.

Lelek – demon leśny kryjący się na bagnach i moczarach z wyglądu przypominał nadmiernie wyrośniętą, zieloną jaskółkę z wielką głową i wydłużonym zagiętym dziobem. Intonował wątły, jęczący, dźwięk przypominający lament dziecka nazywany leleniem. Ludowe przekazy głosiły, iż w czasach przedchrześcijańskich przyzywał tym osobliwym, wzburzonym nawoływaniem dusze zmarłych ludzi które przeprowadzał w zaświaty. Przekazywano sobie także z ucha do ucha opowieść o tym, że gdy stwór usiądzie nad czyjąś głową to człowiek taki może już się żegnać z życiem. Demon umiał wniknąć do ludzkiego umysłu i prowokować do niegodnych postępków a co gorsza także do samobójstwa. Zdarzało się, iż atak lelka kończył się „tylko” szaleństwem i błąkaniem się po świecie a ofiarach takich mówiono, iż są to „lelkowaci”. Niekiedy ptaszysko pozorując rany, hipnotyzowało nieszczęśnika i wciągało w przepastne trzęsawiska. Gdy ofiara grzęzła podrywał się z ziemi i siadał na gałęzi przyglądając się oraz wyśmiewając próby oswobodzenia oraz nękaniu przez pijawki i kąśliwe owady.

Libera – jeden z najniebezpieczniejszych śląskich demonów przypominający kościotrupa obleczonego pergaminową skórą o czerwonych zębiskach oraz gorejących ogniach w paszczy. Włóczyła się nocami od osady do osady po szlakach i duktach szukając celów do swych ataków. Jej ofiarami padały całe społeczności zamieszkujące siedliska, ludzi dotykały wszelkie możliwe tragedie, nękały przypadłości zdrowotne oraz niedostatek jadła aż w końcu dręczona przez stwora okolica błyskawicznie pustoszała.

Licho – znany z dawnej słowiańszczyzny uprzykrzający życie demon nieszczęście, złego losu i chorób, opisywane najczęściej jako niewielki, pokryty futrem, przewrotny stwór lub rzadziej stara oślepiona na jedno oko kobieta, krążąca po polach, lasach i drogach. Nie umiało zagościć w żadnej okolicy na dłuższy czas, wiecznie w ruchu, chętne do psikusów oraz igraszek. Mieszało ludziom w głowach wodząc ich na manowce, biło i przewracało garnce pełne strawy, psuło mąkę dodając do niej popiół, uszkadzało narzędzia, plątało końskie grzywy oraz ogony a także ukrywało domowe przedmioty w najbardziej zaskakujących miejscach. Te z pozoru niezbyt dokuczliwe figle były jednak bardziej dokuczliwe niż się zdawało, albowiem nasi pradziadowie ukuli liczne powiedzenia jak; „Tam do licha!”, „Niech to licho porwie!”, „Licho wie!” czy „Licho go nosi!” Bywało, że licho zostawało w chacie na dłużej a jego psoty stawały się coraz trudniejsze do zniesienia. Niestety nie było przed nim obrony i nie dawało się wypędzić, mawiano wówczas, że przeczekać trzeba, bo i tak wszak już szczęście „Licho wzięło”.

Lichyj – żyjący onegdaj na poleskich bagnach rogaty stwór, pokryty bujnym krótkim futrem z małym ogonem i ostrymi pazurami. Swoje leże miał najczęściej w pustym pniu wiekowego drzewa, gdzie przebywał przeważającą część dnia. Schronienie swoje opuszczał, aby przerażać ludzi lub ich nieco potarmosić. Choć stwór miał przy tym sporo zabawy i wywoływało u niego salwy śmiechu to dla pechowca, będącego celem napaści, przygoda taka mogła się skończyć nawet śmiercią.

Liśnia – spotykany w Bieszczadach stwór pozornie wyglądający jak zwykła kobieta, ale gdy by mu się bliżej przyjrzeć, dostrzeż można było nogi porośnięte krótką szczeciną oraz spore rozcięcie na plecach przez które bez trudu widać było wnętrzności. Zazwyczaj skrywała się w leśnych zaroślach skąd uroczym, dziewczęcym głosem przywoływała po imieniu swoją ofiarę, na którą zawsze wybierała mężczyzn. Usłyszawszy jej nawoływanie, chcąc uniknąć spotkania z stworem należało odkrzyknąć „Zgiń, przepadnij!” i na koniec wzmocnić zaklęcie dosadnym przekleństwem, wówczas demon z głośnym jękiem rozgoryczenia nie podejmowała ataku. Gdy nie zastosowało się tej ochronnej formuły liśna materializowała się jako ślicznotka widoczna wyłącznie zaklętemu mężczyźnie. Od tego momentu towarzyszyła mu przez całą dobę we wszystkich jego poczynaniach, pomagając mu wskazówkami i pracą. Ponieważ dla innych ludzi była niewidoczna szybko zaczynano uważać usidlonego człowieka za niespełna rozumu gadającego do siebie. Natomiast sam opętany prędko dochodził do znacznego majątku, ale niestety kosztem stopniowej utraty zdrowia kończącej się jego zgonem. Wówczas cale zgromadzone bogactwo jako obłożone klątwo rozpływało się w powietrzu zostawiając rodzinę ofiary bez środków do życia.

Lotawiec i Lotawica – nocne demony niekiedy nazywane nalegaczami atakujące ludzi i wzniecające w nich wyuzdane popędy, rodziły się ponoć z poronionych płodówa w czasach chrześcijańskich z dzieci nieochrzczonych. Nocami latały nad gospodarstwami pozostawiając za sobą ognisty ślad mylony nierzadko z spadającymi gwiazdami. Dostawały się do domów poprzez komin zjawiały przy łózkach przyjmując formę przepięknych młodzików i panien. Niejeden lub niejedna dawała się omanić i rzucało się w objęcia pozornie prześlicznych oblubieńców i oblubienic nie zważając na błoniaste skrzydła u ich ramion. Pełne rozpusty stwory zanim wzeszło słońce znikały by ponownie zjawić się wieczorem. Urzeczeni ludzie tracili siły, przestawali zajmować się czymkolwiek innym, nie pili, nie jedli, nie spali, pogrążali się w apatii, wiedli z żądzy. Gdy w końcu którejś nocy nie zjawiały się marli z żałości a demony w tym samym czasie bałamuciły następny cele. Sposobem na uchronienie się przed czarem demonów oraz opanowaniem chutliwych namiętności było picie wywarów z ziół wonieja, stulika i lastownicznika bądź namaszczanie świński gnojem.

Lysowyki – stworki kryjące się pomiędzy gąszczami wyrastającymi na granicy nieprzebytych leśnych kniei z obszarami użytkowanymi przez ludzi. Istoty te skrzętnie chroniły puszcze przed włościanami by nie niszczyli drzew, nie wycinali młodników, nie wypalali lasów dla pozyskania pól bądź otrzymania używanego dla wzbogacenia uprawnej ziemi popiołu. Śmiałków usiłujących czynić spustoszenie pośród drzew napadały i wypędzały jak najdalej od lasów.

