Jablon – niezbyt duży szkodnik spotykany w sadach i ogrodach. W dzień skrywał się między konarami drzew wyjadając dorodne owoce a po zapadnięciu zmroku złaził na ziemię i żerował między grzędami warzyw. Z usposobienia był nieśpieszny, spokojny oraz nieagresywny. Przypadkowo zaczepiony przez małych szabrowników podbierających po kryjomu plony z cudzego sadu lub ogrodu, w zdenerwowaniu umiał napędzić im niezłego strachu.

Jadzierki – wodne a właściwie morskie demony żyjące nad brzegiem Bałtyku znane także pod imionami takimi jak morska królewna, morzeczka oraz faraonka. Ostatni epitet wyjaśnia genezę tych stworów. Mianowicie jak napisano w Biblii w trakcie przeprawy przez Morze Czerwone utopiona została cala armia faraona której to zgodnie z ustnymi ludowymi wtrąceniami towarzyszyć miało liczne grono kobiet upadłych. To z tych dwóch gromad narodzić się mieli ludzie-ryby ponoszaczy karę za swe występki. Samice faraonek nie znosiły mężczyzn obwiniając ich za swój zły los i przy każdej nadążającej się okazji wywierały na nich zemstę. W pogodne dni na odosobnionych plażach wylegiwały się grzejąc w promieniach słońca swe obfite urocze ciała. Mówiono, iż miały nader śliczne twarze, złote włosy oraz rybie płetwy zamiast stóp i nosiły bursztynowe ozdoby a także wianki powojów. Lubieżnymi ruchami mamiły spotkanych mężczyzn, następnie wciągały w morskie odmęty i topiły. Niestety nawet to nie dawało im ulgi, pozostawały wciąż zasępione i nieme. Za to przygnebiające pieśni samców faraonek niosły się czasami po łagodnych falach Bałtyku budząc smutek u słuchających ich rybaków.

Jarchuk – sam w sobie nie jest zaliczany do demonicznych stworów a nazywane tak były bardzo rzadko spotykane psy niewrażliwe na czarną magię. Opowieści o ich istnieniu powtarzane były z dawien dawna na obszarze ukrainny, korzenie zaś tych przekazów tkwią w pradawnej wierze, iż czworonogi są wyczulone na zjawiska niedostrzegalne przez ludzi. Głośnym szczekaniem i wyciem alarmowały o pojawieniu się w bliskości domostw wszelkiej maści upiorów czy też czarownic. Takimi zwielokrotnionymi zdolnościami wykazywać się miały czarne psiska z parą białych plamek nad brwiami, mającymi być zgodnie z ludowymi przekazami dodatkowymi oczami wrażliwymi na wszelakie stwory z zaświatów. Potrafiły one w odróżnieniu od zwykłych kundelków nie tylko wywęszyć demoniczne istoty, ale także dotkliwe je pogryźć. Ugryzienia takie dla stworzeń nie z tego świata były równie niebezpieczne jak dla ludzi ukąszenie żmij, rany się jątrzyły nie zabliźniały i nierzadko kończyły agonią stwora. Jednak pozyskanie takiego obronnego zwierzęcia było wysoce złożonym i czasochłonnym przedsięwzięciem. Musiały one być dziewiątym pokoleniem całkowicie czarnych czworonogów a jego właściciel by ochronić tak wyselekcjonowane psiaki przed zakusami złego był zmuszony zastosować odpowiednie zabezpieczenia. Oprócz użycia właściwych zaklęć przetrzymywał je w norze poza ludzkimi i demonicznymi oczami, chroniąc dodatkowo ukrycie przekręconą do góry nogami broną broniącą dostępu czarnej magii. Musiało upłynąć jeszcze dwanaście miesięcy, aby słabe z początku psy osiągnęły odpowiedniej odporności i mogły w końcu opuścić kryjówkę, aby rozpocząć swą obronną służbę.

Jaroszek – demon polny znany ze śląska spotykany miał być na błotnistych łąkach najczęściej pod postacią zbliżoną do zająca, ale umiał miał też ponoć przybierać wygląd kuropatwy lub bażanta. Widząc samotnego podróżnika markował zranionego i utykając, tumanił, wciągając w bagna, gdzie zazwyczaj po nieszczęśniku ginął wszelki słuch. Jednakże, gdy komuś mimo zagrożeń powiodło się ująć jaroszka to w zamian za codzienną strawę w postaci miseczki mleka stawał się opiekuńczym duchem domowym. Wyłapywał wówczas wszelkie gryzonie i insekty chowające się w chałupie oraz doglądał dzieci a także pilnował domostwa przed nieproszonymi gośćmi.

Jeziornice – białoruskie demony wodne żyjące w znaczniejszych jeziorach, podobne miały być do niewiast o długich zielonych włosach, nogach z płetwami w miejscu stóp oraz ciemnej cerze. Ubrały się w stroje z wodorostów i rozmawiały osobliwą, zagadkową mową podobną do ptasich śpiewów. W ich żyłach w miejsce krwi tętniła woda a skóra miała być zimna na podobieństwo ryb. Z natury miały być srogie i niemiłosierne, domagały się corocznych obiat z ludzi, a gdy ich niedostawały to same potrafiły odbierać życie. Po zmroku wychodziły na brzeg i śpiewały urzekające pieśni, które mamiły i przywoływały usidlonych mężczyzn. Gdy otumaniona ofiara weszła do wody wówczas cudne trele przemieniały się w przerażający żabi skrzek i była topione w wodnych odmętach. Kiedy perfidny urok okazywał się nieskuteczny napadały rybaków wywracając łódki i usiłując ich wciągnąć w głębiny. Jeżeli przed zakończeniem roku stwory nikogo nie zdołały utopić to zimą wybijały w tafli lodu na uczęszczanej ścieżce otwór maskowany później śniegiem. Nieuważny piechur wdeptywał w zasadzkę wtedy demony łapały ofiarę za nogi wciągając ją pod lud.

Jeździec Wietrzny – demon będący zgodnie z dawnymi wierzeniami odpowiedzialny za powstawanie zjawisk atmosferycznych takich jak wiry czy trąby powietrzne. Miał złośliwą naturę, dokuczając ludziom dewastował pola, niszczył stogi siana oraz zrywał dachy z domostw. Potrafił także unieść i uprowadzić w powietrze podmuchami silnego wiatru człowieka, po którym na ogół ginął jakikolwiek ślad. Niekiedy porwany nie mógł powrócić na ziemię i przeistaczał się w jeźdźca wietrznego. Sposobem na niedopuszczeni do domu i uniknięcie losu człowieka pochwyconego przez stwora było wbicie żelaznego ostrza w jakikolwiek drewniany przedmiot. Mógł być nim próg domu, rama okna bądź narzędzie gospodarcze, ten magiczny sposób udanie przytrzymywał i uniemożliwiał uniesienie człowieka w powietrze.

Jędza – znany powszechnie pośród wszystkich Słowian demon przedstawiany jako wysoka, czarnooka, zorana zmarszczkami, bezzębna o jednej kobylej nodze baba. Mieszkała w chacie na kurzej stopie i wędrowała w niej przez puszcze tropiąc swą zdobycz, na którą najchętniej wybierała nieporadną dziatwę. Pomimo odstręczającego wyglądu bez większego trudu dzięki kuszeniu słodyczami udawało się jej zwabić i pochwycić pociechy błąkające się po lasach. Dzieci skuszona stałym dostępem do przeróżnych słodkich przysmaków popadały w niewolę i karmione obficie łakociami błyskawicznie przybierały na wadze by skończyć na stole demona jako jego największy specjał. Jędzy nie można kojarzyć z czarownicami, które mają ludzkie pochodzenie, gdyż ona w odróżnieniu od nich była typowym demonicznym bytem.

Julki – to nad wyraz regionalne demony ludowe znane głownie wśród ludów pomorza a właściwie z okolic dwóch wiosek stanowiących obecnie część Koszalina. Zapis o nich pojawił się w pracy pod tytułem „W krainie Gryfitów” Stanisława Świrki gdzie czytamy;
Słuchały ludzkich narzekań karzełki, które od niepamiętnych czasów mieszkały w głębi starego kurhanu. Mieszkańcy tych stron wiedzieli o nich i nazywali małych człowieczków julkami. Nikt ich na oczy nie widział a to dlatego, że nie chciano im zakłócać spokoju. Mieszkańcy Łubasza i Jamna utrzymywali w tajemnicy istnienia julków. Nie pozwalali nawet dzieciom bawić się w pobliżu kurhanu. Dobre karzełki bowiem otaczały opieką mieszkańców obu wiosek. W czasach głodu i klęski nieraz przychodziły im z pomocą, dzieląc się zapasami żywności, zgromadzonej w podziemnych spichlerzach.
Jak widać z przytoczonego opisu były to dobrotliwe mikrusy mieszkające w podziemnych norkach wkopanych pagórkach i kurhanach. Uważano, iż są one duszami zmarłych przodków. Miały sprzyjające nastawienie do okolicznej ludności, ale pod warunkiem nie zakłócania im spokoju. Zatem mieszkańcy wiosek unikali wchodzenia na tereny, na których żyły stworki, zakazywano także dzieciom wszelkich zabaw w tych miejscach. W podzięce za pełne szacunku zachowanie ludzi, duszki w czasach głodu dzieliły się z nimi zapasami prowiantu.

