Gadzon – podobny do węża stwór znany z Kaszub, zamieszkiwać miał chaty i obory. Jego pojawienie się w obejściu było zazwyczaj efektem uroku rzuconego przez czarownika bądź owczarza. To za jago sprawą na mieszkańców sypały się wszelakie nieszczęścia, grabił ich majątek a nade wszystko znany był z wysysania mleka krowom. Bydło, które stawała się karmicielem gada zaczynało tracić na wadze i opadać z sił. Czasami jednak spotykano się z osobliwym sojuszem między krową a stworem objawiającym się powrotem do sił oraz gwałtownym wzrostem mleczności usidlonego zwierzęcia. Śmierć stwora kończyła tą przysłowiową mleczną klęską urodzaju a bydlątko znowu więdło na siłach i w końcu padało. Pomimo takich surowych skutków ubicia gadziny ludzie bezwzględnie ją tępili, gdyż umiała ona wśliznąć się przez usta do wnętrza człowieka i lokowała się w jego kiszkach. Pasożyt na swe ludzkie ofiary zazwyczaj wybierała dzieci a jego bytność dawało się rozpoznać po dużym osłabieniu oraz wielkiej senności. Można było się go pozbyć podstępem wykorzystując skłonność gada do kąpieli. Gdy zarażony nieszczęśnik przysnął w pobliżu jeziora bądź rzeki i gad wypełzał by skorzystać z wody należało czym prędzej pochwycić ofiarę i uciec z nią przed powrotem pasożyta.

Gnieciuch – nazywany na Podhalu hurbózem to demon słowiański z kategorii duszących. Miał być niewidoczny dla ludzi trzeźwych, znęcał się głównie nad pijakami, albowiem wabiła go woń przetrawionego alkoholu unosząca się w powietrzu nad śpiącymi pijakami. Pomieszkiwał w domowych sieniach bądź komorach skąd wychodził po zapadnięciu zmroku. Siadał na brzuchu bądź piersiach śpiącego smakując zapach spożytych napitków, przy czym przygniatał i ugniatał tak mocno, iż ofiara ledwo co mogła ruszyć językiem a po przebudzenia była obolała oraz całkowicie pozbawiona sił i niezdolna do jakiejkolwiek pracy. Miał to być niewielki koto-podobny stwór o długich patykowatych łapach i ogromnym brzuszysku oraz wadze tak wielkiej, iż przytłaczała ofiary powodujący u nich duszności. Uchronić się przed demonem podobno dawało kreśląc krąg poświęconą kredą wokół łóżka, ale czynność ta z pozoru banalna, dla kogoś upojonego alkoholem stawała się nad wyraz trudna. Najlepszą ochrona przed atakiem stwora było po prostu za wszelką cenę obudzić się.

Gniotek – znany także pod imionami gniot, gnietek, gnocek, gnotek lub wiek to kolejny nocny demon duszący o paskudnym usposobieniu, mający postać małego, szkaradnego, bardzo grubego z ogromnym brzuchem chłopca w czerwonej czapce, z którą nigdy się nie rozstawał. Na swoje kryjówki wybierał stare zatęchłe piwniczki, lamusy bądź składziki znajdujące się bez różnicy zarówno w chłopskich jak i szlacheckich siedzibach. Po zapadnięciu zmroku, gdy wszyscy domownicy ogarnięci byli głębokim snem opuszczał swe ukrycie i skradał się do łózka obranej ofiary. Przed atakiem by niezabić człowieka wyjmował i kład obok swe wnętrzności, następnie wpierw sadowił się w nogach, po czym deptając posuwał się ku górze ciała, gdy usiadł na piersiach dusił aż obezwładnił śpiącego. Pomimo niewielkich rozmiarów cechował się ogromnym ciężarem powodującym, iż wstający rano był nieprzytomny ze zmęczenia. Niektórzy co przebieglejsi ludzie jego nocne wizyty próbowali wykorzystać. Albowiem jak mówiły podania ludowe gniotek zawsze przy sobie miał mieć skarby w postaci złotych monet i kiedy udawało się ściągnąć mu z głowy jego magiczną czerwoną czapeczkę, wówczas błagał o jej zwrot oferując w zamian pieniądze. Jednak nigdy niebyło pewności, iż demon następnej nocy nie podejmie starań, aby się zemścić za ten despekt i nie będzie usiłował spryciarza pozbawić życia. Istnieć miał także podobno inny sposób przechytrzenia stwora. W tym celu należało przetrzymać duszenia i następnie wsypać trociny w jego odłożone uprzednio wnętrzności. Zmora po zakończeniu męczenia ofiary upychała je z powrotem i zaczynała odczuwać nieznośne drapanie i aby się go pozbyć zajmował się ich czyszczeniem. Wówczas trzeba było deklamując zaklęcie zdzielić go poświęconym cepem po czerepie, powodując tym paniczną ucieczkę, w trakcie której porzucał swe skarby.

Gościec – bezkształtny, mikrych rozmiarów stworek żyjący w organizmie ludzkim, nieszkodzący w żaden sposób aż do chwili, w której poczuje się zagrożony. Niepokój żyjątka można było wzbudzić nader łatwo, było wyczulone nawet na najmniejsze przejawy stresu, niewłaściwe odżywianie czy nawet przeciągi. Bodźce te wzbudzały w stworku pragnienie ucieczki z ciała gospodarza. Przemieszczając się po całym organizmie w poszukiwaniu drogi ucieczki wywoływał rwanie w kościach, łupanie w krzyżu i niekiedy niedowład. Można go było się pozbyć tylko za pomocą wyhodowania pod nakryciem głowy kołtuna. Gdy się to zrobiło wówczas pasożyt, koniecznie przez cały czas kuracji niedrażniony przez człowieka, rurkami włosów powolutku bywało, iż miesiącami sączył się do niego. Gdy cuchnąca zbitka brudnych włosów przesiąknięta zeschłą krwią i ropą, osiągała znaczne rozmiary a przypadłości bólowe ustawały, znaczyło to, iż pasożyt opuścił ciało żywiciela i można było kołtun usunąć. Owinięty białą szmatą kłąb włosów, deklinując zaklęcia zakopywano w korzeniach drzewa co miało dać pewność odpędzenia i zabezpieczenia przed powrotem gośćca.

Graniczniki – to osobliwe, zniekształcone byty krążące po uprawnych polach, łąkach i roztajach dróg w pobliżu granic ludzkich siedlisk. Można było je dostrzec w oddali jako migoczące światełka przemieszczające się ze znaczną szybkością. Opisywano jej jako istoty kształtem podobne do człowieka z jarzącymi się silnym światłem twarzami bądź ludzkie pozbawione głowy korpusy czy też zdeformowane dzieci. W stosunku do żywych zachowywały się obojętnie w żaden sposób nie ingerując w ich sprawy i nie reagując na ich zaczepki oraz nie podchodząc zbyt blisko ich domostw. Mówiono, iż był one wspomnieniami żyjących niegdyś miejscowych ludzi którym z niewiadomych przyczyn nieudało się odejść do zaświatów. W okolice domów przyciągały ich odpryski wspomnień a nie chęć konkretnych poczynań.

Grzenia – to dobrotliwy duszek domowy strażnik snu i sennych marzeń, dbał o wygodne posłanie, śpiewał kołysanki, zsyłał zdrowy sen, czyli generalnie zabiegał o to, aby ludziom dobrze się w nocy wypoczywało. Dzięki jego staraniom domownicy o poranku budzili się wyspani i pełni energii na cały nadchodzący dzień ciężkiej pracy. Duszek troszczył się także o stworzenia zarówno te domowe jak i te dziko żyjące. Pod koniec jesieni przenosił się do lasów i roztaczał swą opiekę nad zwierzętami zapadającymi w zimowy sen.

Gryf – mityczny stwór znany przede wszystkim na Pomorzu który miał mieć postać powstałą z połączenia w przedniej części głowy, skrzydełi i łap orła oraz w pozostałej z ciałem lwa. Gnieździł się w najbardziej dzikich i nieprzystępnych zakątkach. Zdarzało mu się odwiedzać obszary zamieszkane przez ludzi by niespodziewanym atakiem, nurkując niczym drapieżny ptak zapolować na krowy bądź owce. Ludzi napadł wyłącznie czując zagrożenie gniazda w obronie swych piskląt. Gryfy uwielbiały wszelkiego rodzaju błyskotki, które porywały i znosiły do swoich legowisk. Niejednokrotnie ta słabość powodowała, iż gromadziły one znaczne skarby przyciągające wszelkiego rodzaju śmiałków, którzy za cenę życia stworów mimo niebezpieczeństw porywali się na ich zdobycie. Waśnie ta skłonność gryfów do błyszczących przedmiotów oraz ludzka zachłanność były przyczyną ich wygubienia.

Gumiennik – niekiedy znany jako owinnik opiekuńczy demon domowy zamieszkujący gumno, czyli miejsce przeznaczone do młócenia i przechowywania zboża. Z wyglądu przypominał małego dziadka z długimi włosami, brodą i wąsami. Umiał udawać szczekanie psa i przemieniać się w kota. Miał zmienne usposobienie, należycie traktowany pilnował plonów zgromadzonych w stodole przed ogniem, szkodnikami i złodziejami. Rozzłościć go było nietrudno, wystarczyło go zlekceważyć bądź młócić zboże w czasie wiatru lub dzień świąteczny czy też pogonić, gdy występował pod postacią trudną do odróżnienia od najzwyklejszego kota. Rozeźlony potrafił zanieczyścić albo podpalić zboże a przebłagać go było nadzwyczaj trudno. Gumiennikowi należało złożyć daninę sporządzoną z pierwszych zebranych ziaren w danym roku. Powstawał z duszy przodka która po powrocie z zaświatów zdezorientowana zazwyczaj przez lata kryła się na polach pośród zbóż przybierając postać przepiórki, gdzie przyzwyczajała się do swych potomków oraz zapoznawała z swą nową rolą. W czasie żniw chował się w ostatnim snopku słomy który to uważnie zanoszony był właśnie do gumna. Przechowywany tam do Bożego Narodzenia skąd przenoszono go na parę dni do czarnej izby (w dawniej chacie wiejskiej było to miejsce z umieszczonym pośrodku piecem i pełniło rolę kuchni a czasami sypialni) po czym obnoszono po pozostałych pomieszczeniach gospodarczych. Na koniec ponownie trafiał do gumna, gdzie spędzał w snopku całą zimę przyjmując nową role.

Grzeszek – demon chorobotwórczy zsyłany przez czarownice maił wnikać do organizmu człowieka i atakować go od środka. Jego specjalizacją było żerowanie na kościach gospodarza a objawami zarażenia silne, nie do zniesienia bóle kręgosłupa, wykręcanie stawów i łamanie w kościach na zmianę pogody. Pasożyta można było wypędzić z ciała nosiciela naprzemienna kuracją z nacierania skóry jadem mrówczanym i smaganiem dopiero co zerwanymi pokrzywami. Niestety nie było pewności, iż stosowane zabiegi pomimo ich czasochłonności zakończą się powodzeniem a dodatkowo należało pilnować by w trakcie ich trwania demon nie przeskoczył na inną osobę.

