Fajerman – określany również epitetem fajermon lub fajermón jak nietrudno się domyślić nazwa zaczerpnięta została z języka niemieckiego oznaczała zaś „ognistego człowieka”, niekiedy nadawano mu bardziej swojsko brzmiące imię świetlok. Miał mieć postać wysokiego bezgłowego mężczyzny, objętego jasnym płomieniem buchającym z szyi, błąkającego się po lasach, polach i łąkach. Demon ten znany był w okolicach Śląska Cieszyńskiego a była to dusza pokutująca za to, że w ziemskim życiu okazywała niewdzięczność i opryskliwość w stosunku do ludzi oraz przejawiała bezmyślne okrucieństwo wobec zwierząt zawłaszcza koni. Aby uwolnić się od kary duch musiał pomocą w żniwach zasłużyć na podziękowanie gospodarza, wówczas przybierał postać ubraną w białą szatę i mógł odejść w pokoju. Drugim sposobem na odbycie pokuty było przyświecanie nocą wędrowcom, którzy zgubili drogę i odprowadzenie ich bezpiecznie do domu. Podróżny przed wejściem musiał duchowi podziękować za przysługę a ten po spełnieniu określonej liczby dobrych uczynków mógł spodziewać się zakończenia kary.

Febra – demon chorobowy powodujący u ludzi wysoką temperaturę oraz dygoty. Swe leże znajdywała na ogół pod ziemią a opuszczała je po zapadnięciu nocy pod postacią mgły i wówczas przyjmowała ludzką formę, w której wędrowała po świecie. Przed wniknięciem w ofiarę ponownie stawała się mglistą chmurą i przez usta dostawała się do wnętrza człowieka. Jej cielesna ludzka forma nie budziła przestrachu, albowiem upodabniała się do młodej, uroczej niewiasty. Przechadzając się wieczorem po wsi kreśliła tajemne znaki na drzwiach chałup znacząc te do których po zaśnięciu domowników przenikała i przez usta wnikała do płuc powodując chorobę. Co rusz okazywało się, iż jej najściom towarzyszy także śmierć. Jeśli dotkniętemu schorzeniem udało się przetrwać mógł on poprosić u zamawiaczy lub znachorów o ratunek. Zgodnie z wiedzą uzdrawiaczy którymi najczęściej byli owczarze można było rozpoznać aż dwanaście odmian febry o nieco innych nazwach i sposobach szkodzenia. Odpędzali ją deklamując zaklęcia i sporządzając na kawałku papieru listę imion, po czym zwijali w rulon i zawieszali ten wykaz na szyi zarażonego. Zaklęta tym sposobem w zwitku zaraza była następnie rzucana w ogień i przepadała z gospodarstwa.

