Duchy domu to przychylne i użyteczne w części dusze osób zmarłych w sposób naturalny – dusze przodków, zamieszkujące strychy, w pobliżu pieca, ogniska czy zagrody, sprawujące piecze nad zwierzętami domowymi, pomnażające majątek i zboże. Były to zatem duchy rodzinne nieobce w mitologii indoeuropejskiej jak choćby rzymskie bóstwa które spotykano w dwóch płaszczyznach. Pierwszej pozostającej we władzy człowieka, gdzie istnieć miały duchy opiekuńcze domostwa oraz drugiej mu obcej opanowanej przez inne byty nadzorujące pola czy lasy.

Wierzenia związane z duchami domowymi w formie słownych historyjek bez kontekstu religijnego najliczniej przetrwały do naszych czasów w rosyjskim folklorze ludowym, mówiły one o domowym, domowiku. Wskazują na ich ścisłe kontakty z domem jego gospodarzami a także dobytkiem i opowiadały o relacjach z ludźmi oraz zwierzętami. Duchy te zamieszkiwać miały i chodzić po nocy w domach a spotkać je można było także w zagrodzie. Znano je również pod imionami; sąsiad, gospodarz, dziadek czy ojczulek. Ich najważniejszymi cechami były; rodzinność, życzliwość, gospodarność i współodpowiedzialność za dom a także przepowiadanie rzeczy dobrych i złych. Przy zmianie miejsca zamieszkania upraszano je o przeniesienie się wraz z mieszkańcami. W nocy lub o zmierzchu można było je dostrzec w formie czarnych rogatych postaci, ale najczęściej podobne były do głowy rodziny lub do nieżyjącego ojca czy wiekowego dziadka o siwych włosach ubranego po chłopsku. Niekiedy przypisywano im żonę damachę, domowichę wyłaniającą się spod podłogi i zajmującą się przędzeniem. Miały też całkiem ludzkie przywary i potrzeby oraz potrafiły porozumiewać się z innymi duchami zachowując swą dobroć. Za nieprzychylne uważano tylko owinniki (gumieniki) – duchy gumna4-5 oraz banniki (łaźnik, łaziennik) duchy łaźni co wiązało się z zagrożeniami jak poślizgnięcie czy utopienie w czasie kąpieli. Domowik traktowany był jak członek rodziny należał mu się poczęstunek i cześć, karmiono go by maił siłę odpędzania obcych duchów. Na Białorusi określano go przydomkiem – damovik, na Ukrainie – domovyk, w Rosji – domovoj ded, dobrochot (od dobrych chęci), žirovik (od žyr – tłustość) a niekiedy posten (cień).
Polskie duchy domowe nosiły nazwy; duszyczki, bożęta, domowi, domownicy, sąsiedzi, dobrochoty, żyrownicy. Czeska Kronika Dalimila4-6 wspomina o praprzodku Czechów przenoszącym do kraju na swych barkach dêkdy – przodków. Serbowie twierdzili, iż niewidzialny duch domowy podczas świąt przesiaduje na prawym ramieniu gospodarza domu.
Słowianie południowi oraz czasami na Białorusi ducha domowego wiązali z czcią oddawaną wężom domowym. Białorusini trzymali w domach zaskrońce, Serbowie żmiję čuvàrkuča (ta co czuwa nad domem) a w Chorwaci była to zmija kučarica. Bułgaria miała swego stopana, znakomitego, dobroczynnego przodka przysparzającego wszelkiej pomyślności, domagającego się posiłku niecodziennym znakiem. Rytuał na jego cześć nosił nazwę stopanova gozba (gozba – „jadło”) a sprawowała go najstarsza kobieta ofiarując mu dary w postaci wina, chleba i kawałków zbitej uprzednio czarnej kury. Podobne zwyczaje spotykane są pośród ludów bałtyjskich, kaukaskich i ugrofińskich. Rumunia zwłaszcza jej północna część poza lękiem przed żmijami zna także węża domowego sarpele casi.
Na Bałkanach oraz w dawnej Polsce stawiając dom lub studnie pod belką przyciesi4-7 narożnika budowli zakopywano czarnego koguta, jajko bądź zwierzęcą głowę. Ślady takiego rytuału można rozpoznać w Szczecinie i Gdański w wykopaliskach z warstw XI-XII wieku. Dary odkryte na obwałowaniach pochodzących z połowy VIII wieku w Bonikowie koło Kościana sugerują poszerzenie wpływu tego kultu domowego na cały gród. Na podobne zwyczaje wskazują też ofiary zakładzinowe znajdywane w XI-XII wiecznych domach Gdańskich.
Do typowo polskiego obyczaju znanego w kilku miejscowych odmiankach głównie w jej wschodniej części zalicza się wierzenie o przynoszącym pieniądze i zboże latawcu albo latańcu, latającym ognistym duchu blisko spokrewnionym znaczeniowo z żmijem z tą różnicą, iż miał być on hodowany z koguciego jajka. W Polsce unosząca się w powietrzu zabawka nadal nosi nazwę latawiec a w Rosji zmêja. Tradycje skrzata kultywują Wielkopolska oraz Czechy pod nazwą škritek i Słowenia podalpejska znająca go jako škrat. Jego odpowiednik występuje w Finlandii, ale korzenie mają w germańskim scrato tak jak polski chobołd od kobold. Na północno-zachodnim Mazowszu nieopodal Rypina podobną role spełnia atwor który, gdy spada gwiazda przynosi pieniądze, wziął się on od bałtyjskiego tworu na Litwie nazywanym aitvaras. Kłobuk, kołbuk z Mazur i Warmii to wrogi duch, którego miano pochodzi od nakrycia głowy „kłobuka” będącego znowuż odległym zapożyczeniem orientalnym (kołpak) bądź nawiązaniem do kobolda.

Wierzenia te i podobne dowodzić mogą o połączeniu lokalnych legend o żmiju z zapożyczeniami z germańskiego folkloru z okresu późnego średniowiecza. Działo się to tak samo jak ze znanymi w słowiańskim folklorze opowieściami o niziołkach różnego rodzaju; krasnoludkach, kraśniakach i maloludach. Przekazy takie spotykano na obszarze bałtyckiego zlewiska ugrofińskiego, bałtyjskiego i słowiańskiego oraz na zachodzie słowiańszczyzny na styku z germanami, natomiast pozostali Słowianie ich nie znali.
Dość dobrze w słowiańszczyźnie i nie tylko na niej, wiadome są różnorakie widziadła czyniące ludziom zło. Zalicza się do ich niektóre duchy domowe potrafiące pocałunkiem wywołać wypryski na ustach bądź biciem złamać kości. Istnieć miały także stwory powodujące krzyk i lament u dzieci i niemowląt czy też bóle piersi matek. Były to polskie nocnice i płaczki, na Rusi płaksy oraz białoruscy načnicy i serbsko-chorwackie nócnice. Duchy sprowadzające choroby są dobrze udokumentowane pośród południowych Słowian a są to przykładowo groznica – „gorączka" albo onaj duśman – „ów wróg”.
Pola uprawne to miejsca zasiedlone przez byty wpływające na urodzaj i bezpieczeństwo gospodarzy. Zaliczał się do nich demon kobiecy ukazujący się w południe – poludnica bądź przy południca. Ubrana na biało z sierpem w dłoni pilnowała, aby nie pracować w południe, zadawała zawiłe rebusy dzieciom, na Śląsku nazywano ją przypędza, nękać miła pytaniami o len, towarzyszyło jej siedem czarnych psów a chronić przed nią miał znak krzyża zamieniający ją w wir powietrza bądź piasku. Na Czechach była to polednica podmieniająca noworodka na swe potworkowate potomstwo, uniemożliwiała też wychodzenie z domu w południe. Inne jej nazwy to klekanice, kosizky czy w wersji męskiej klekanički. Białoruska południca była kobietą z żelaza, na Rusi rusałki ukryte na drzewach łapać miały w sieci młodzików wypoczywających pod nimi i łaskotały ich aż do śmierci lub powodowały ból głowy. Pośród Rosjan opowiadano o duchu pól Polevoj ukazującym się w południe w białym stroju, tak samo poledniček jako chłopiec tańczył niczym wiatr na grobach i porywał w góry. Na Łużycach mimo niemieckich wpływów zachowała się biała Pipolnica pytająca o len i ścinająca głowy nieznającym odpowiedzi. W południe zjawiała się Smiertniza dziewica moru z czerwoną chustą. Pośród tych zjaw wydzielić można te pojawiające się przedpołudniem dopolnici i popołudniu wotpolnici oraz oddzielną grupę demonów południowych takich jak pomocnicy Pripolnicy którymi były karły nazywane prezpolnicy o imionach Serpownica od „sierpa" a także Serpysyja. Serp, Serpol, Posserpavic.

Cechami wspólnymi dla grupy tych demonów jest ich rodzaj żeński a gdy już trafiają się w męskiej wersji to zawsze są odbiciem nazwy kobiecej a także biała barwa stroju, materializacja w letnie południe, pilnowanie granic pól i zboża przed obcymi w tym dziećmi, oraz kontrolowanie zakazu prac polowych w samo południe i ich wrogość wobec dzieci a także upodobanie do młodzieńców.
Jeszcze starszym strażnikiem pól wydaje się znany z środkowej Polski demon zwany Sporyszem (tak samo jak pasożytniczy grzyb atakujący ziarno zboża). Widziano w nim matkę zboża, w Beskidzie Śląskim obdarzano go epitetem matka obila. Wierzono, iż jest dobrym omenem zapowiadającym bogate zbiory mimo znajomości jego leczniczo-trujących właściwości. Białoruski Spor został wywyższony do postaci boskiego wcielenia sukcesu oraz pomyślności.
Potwierdzenie wierzeń w bożka Zelu, *Zelun, Zelaun, od *zel czyli „zielony” znaleziono w XIV wiecznym dziele opata opatovickiego Jana Neplacha4-8. Postać tą można przyrównać do zielonego jaryły w folklorze ruskim oraz południowosłowiańskiego Gole a także ze staropruskim idolem Zelus opisanym na początku XVIII wieku przez Mattheusa Praetoriusa4-9 a będącego najprawdopodobniej wspomnieniem pogańskiego kultu bóstwa Plejn, albo plenjati, od „pienić” znanego jeszcze na przełomie XVI i XVII wieku4-10.
